Imagin z Louisem ♥
Przepraszamy bardzo że nie dodajemy tak często postów, ale zaczęła się szkoła i nie mamy czasu na pisanie i wstawianie tyle postów co wcześniej. >.< Mamy nadzieje że to za bardzo nie przeszkadza, a teraz zapraszam dla odmiany na smutny imagin z raczej dobrym zakończeniem. <3
Polecam do czytania: Tą piosenkę ♥
~Nie zostaw mnie!!!!! ~ krzyczałam wybiegając z domu.
~ Wracaj tu gówniaro !!~ Biegł za mną, nie odpuszczał. Może go jeszcze zgubie. Widzę wąski zaułek,wbiegłam chowając się i dysząc ze zmęczenia. Jest jesień pada deszcz,
a ja w leginsach i krótkim rękawku uciekam przed ojczymem,
który się nade mną znęca, bije i molestuje, a najgorsze jest to że moja własna rodzicielka mi nie wieży. Próbowałam jej powiedzieć ona to potraktowała jako żart bo od początku nie lubię James'a
bo tak się nazywa mój szanowny drugi tatuś. Skurwisyn, a nie żaden tatuś !!
Mam już tego dość! Mam złamane żebra, podbite oko, a w szkole mnie wyzywają że z patoli jestem, może to jest prawda. Nie ja już tak dużej nie mogę !!!!
Zgubiłam go, nareszcie, dzięki bogu. Ja już tam nie mogę wrócić. On mnie zabije, nie przepraszam najpierw zgwałci potem zabije. Jakie ja mam popieprzone życie.
Oparłam się o murek budynku i zaczęłam płakać. Deszcz dalej pada mi jest okropnie zimno. Nawet nie mam przyjaciół, bo kto by chciał się przyjaźnić z patolą. Nie mogłam tak dużej w deszczu siedzieć więc poszłam pod przystanek tam przynajmniej jest daszek i ławka. Tkwiłam tam może z 30min, głodna, zmarznięta i cała zalana łzami. Co innego mi zostało. Za dużo uwagi przyciągam moim wyglądem, musiałam stąd iść. No to przed siebie. "CO mam robić, co mam robić, co mam robić.... ? " Przez całą drogę nic więcej w mojej głowie się nie pojawiło.
Most, mój most, nasz most. Most na którym zawsze przesiadywałam z tatą, moim prawdziwym tatą który nigdy w życiu na mnie ręki nie podniósł i kochał mnie całym swoim sercem.
Najwidoczniej miał za słabe serce by pomieścić tyle miłości, bo nie wytrzymało. Oparłam się o metalową barierkę i patrzyłam się w oddal pięknej i wolnej rzeki. Łza mi skapła na ręke, a
potem wprost do rzeki gdzie popłynęła z prądem. Wolnaa... Odważę się a co mam do stracenia? Rodzinę? Przyjaciół? Życie? I tak tego nie posiadam. Najpierw jedna noga potem druga i
już byłam po drugiej stronie barierki. Jeszcze tylko krótkie wspomnienie tych dobrych chwil, których i tak nie miałam i już mnie nie ma. Jeszcze tylko jedna myśl o tacie który mnie opuścił dawno temu, a ja właśnie
do niego chce popłynąć, tą wolną rzeką do nieba. Tam właśnie będę naprawdę szczęśliwa. Wreszcie sprawdzę jak to jest. Płacze. To tylko na razie potrafię. Ścisnęłam mocniej barierkę,
która była jeszcze mokra od kropel deszczu. Dobra to przecież proste, zaraz będę razem z tatą. Na raz dwa trzy. Zamknęłam oczy.
~ Razz.....Dwaaa....Trzyyy...~ puściłam się.
~ Eeeeeeeeeejjj!!!!!!~ Ktoś złapał mnie za obie ręce od tyłu i z ogromną siłą przeciągnął na bezpieczną stronę poręczy. Płakałam i przytuliłam się do osoby która mnie ocaliła.
~ Już wszystko dobrze ~ powiedział zaczesując mi włosy za ucho. Leżałam na kolanie, kucającej osoby i płakałam bezustannie w jego białą jak śnieg koszulkę.
~ Jestem Louis, a ty? ~ Powiedział dając mi płaszcz i patrząc się tymi swoimi oczami.
~ [T.I]..~ Powiedziałam ledwo.
~ Pójdziesz ze mną~ Brunet wziął mnie na ręce do auta i zabrał ze sobą do domu. Czułam ciepło i miłość, tych właśnie dwóch rzeczy mi brakowało.
Przeniósł mnie na łóżko, ściągnął płaszcz i dał mi T-shirt i krótkie spodenki do przebrania. Cała nadal się trzęsłam nie wiedziałam czy mogę mu zaufać, no ale co mam do stracenia. Byłam
oszołomiona całą to sytuacją. Żebra mnie bolą, czuje się jakbym nie jadła od miesiąca i na dodatek mam coś z psychiką bo jak dobrze pamiętam to właśnie chciałam popełnić SAMOBÓJSTWO!!!
Poszłam do łazienki, przebrana stanęłam przed lustrem, co ujrzałam? Bladą, chudą, z podbitym okiem dziewczynę która wie dobrze co to smutek, ból i utrapienie, dziewczynę która nigdy
nie zaznała szczęścia, która nawet nie wie co to jest. Przepukałam buzie lodowatą wodą, moje oczy automatycznie szerzej się odtworzyły. I dopiero teraz doszło do mnie gdzie jestem.
Podbiegłam szybko do drzwi, uchyliłam je troszkę i ukradkiem obserwowałam Lou. Jego tatuaże wychodziły spod śnieżno białej koszulki, nogi były umięśnione godnie piłkarza, włosy i zarost... normalnie
brak słów. Zamknęłam szybko drzwi opierając się o nie.
~ Boże co ja tu robię?!~ powiedziałam pod nosem, wpatrywując się w kafelki. Złapałam się za głowę po czym ujrzałam z powrotem moje siniaki na rękach, potem dekolcie, nogach i całym ciele.
Z oczu nie umiałam już wydusić żadnej łzy. Nagle rozległo się pukanie do drzwi znajdujących się w łazience.
~ Żyjesz tam? Jesteś głodna?~ Spytał się Tommo. Miałam mu odpowiedzieć? Bałam się, przecież to "facet" , a mój ojczym też jest "facetem". Chyba że Louis należy do tych co mój zmarły
ojciec. Ok, dam radę .
~ Halo? Jesteś? Nic ci nie jest? ~ spytał ponownie.
~ Nie spokojnie ~ powiedziałam ochrypłym głosem otwierając drzwi. Ujrzałam go, jego teńczówki i ciało. Zbliżył się do mnie po czym przytulił mocno. Stałam nie odwzajemniając, po prostu nie
umiałam, nie miałam na to siły. Stałam tak w jego ramionach z opuszczonymi rękami w dół.
~ Wypompowałam się, już nie mam łez~ powiedziałam z trudem, bo byłam przytulona do torsu chłopaka. Louis mnie puścił i za rękę zaprowadził do stołu z jedzeniem. Tak jakbym ujrzała
zbawienie.
~ Wygląda przepysznie ~ powiedziałam od razu przechodząc do jedzenia. Brunet cały czas sie mi przyglądał, przyznam krępowało mnie to.
~ Możesz przestać, już wszystko w porządku naprawdę~ powiedziałam przełykając jedzenie.
~ Wierze~ Spoglądał na mnie podpierając się. Rzuciłam jedzenie i wstałam z krzesła.
~ Dobra, czego ty chcesz?! ~ prawie krzyknęłam.
~ Niczego...~ powiedział to ze spokojem, po czym ja nie wytrzymałam i skierowałam się w stronę drzwi. Louis złapał mnie za nadgarstek i odwrócił gwałtownie do siebie.
~ Z kłamałem, opowiedz mi dlaczego. Proszę...~ uległam, wreszcie mogłam komuś się wygadać, ale czy mogłam mu ufać ? Tego nie wiem ale zaryzykuje. Ostatnio często to robię.
~ No dobra....~ usiedliśmy i przeszłam do opowiadania. Lou mi ani razu nie przerwał tylko patrzył się na mnie jak w obrazek. Skończyłam podkreślając słowo "bohater" skierowane w jego
stronę. Z oka udało mi się wydusić jeszcze jedną łzę. Tommo na mnie popatrzył po czym podniósł rękę i pogłaskał policzek, który był siny od licznych siniaków.
~ Tyle przeszłaś, a się nie poddałaś...znaczy..~
~ Poddałam się ale dzięki tobie jeszcze coś mnie tu trzyma i tu jestem ~ Uśmiechnęłam się zabierając jego dłoń z policzka i trzymając ją w swoich dłoniach.
~ Mogę ci pomóc jeśli chcesz, pogadać z twoim.... yyy.. tatą.. ojczymem! ~ zaczął się jąkać
~ Nie trzeba, wole już mieszkać pod mostem niż tam wrócić~
~ Możesz się u mnie zatrzymać~
~ Nie, nie, nie. I tak mi już dużo pomogłeś. Nie mogła bym i tak już muszę iść ~ wstałam zbierając swoje rzeczy.
~ Ok. a gdzie pójdziesz?~ spytał z satyswakcją w głosie.
~ No..... zobaczę gdzie mnie wiatr poniesie~ powiedziałam wychodząc z mieszkania ~ Jeszcze raz dziękuje ~ krzynęłam na wyjście, po czym już mnie w budynku nie było.
Louis jest miły i opiekuńczy ale nie znam go.
Dochodził wieczór. Lampy powoli zaczęły oświetlać ciemne ulice Londynu. W poszarpanych włosach i w swetrze od Lou kierowałam się, sama nawet nie wiem gdzie. Kierowało mnie ciągle w to
samo miejsce, na most. Więc się tam udałam. Usiadłam na ławce oddalonej niedaleko barierki. Odłożyłam rzeczy obok, zimny jesienny wiatr ocierał się o moją twarz. Palce u rąk robiły się
co raz bardziej czerwone z zimna. Przypomniała mi się piosenka którą zawsze tata śpiewał ze mną w domu. Zaczęłam śpiewać, co raz bardziej podchodząc do poręczy. Wreszcie się o nią
oparłam nie przestając śpiewać. Krople łez spływały mi po jasnej skórze. Nagle za sobą usłyszałam piękny głos, który zbliżał się coraz bardziej, aż w końcu dotarł do samego końcika mojego ucha. Ktoś mnie od tyłu objął.
Po konturach i zapachu mogłam rozpoznać że to Louis.
~ Teraz mam nadzieje że nie chciałaś skakać ~ powiedział wtulając się w moje długie włosy.
~ Ja potrzebuje tylko trochę miłości i ciepła..~
~ Ja ci właśnie te obje rzeczy mogę dać~ obrócił mnie w swoją stronę. Nasze buzie zbliżyły się do siebie na tyle że czułam jego oddech. Pocałowałam go krótko ale namiętnie, a chłopak
wtulił się w mnie dając mi trochę swojej kurtki. Tego właśnie było mi potrzeba, tego właśnie dawno nie czułam, tego co dawał mi właśnie ten chłopak, miłości i ciepła.
~ Wracaj tu gówniaro !!~ Biegł za mną, nie odpuszczał. Może go jeszcze zgubie. Widzę wąski zaułek,wbiegłam chowając się i dysząc ze zmęczenia. Jest jesień pada deszcz,
a ja w leginsach i krótkim rękawku uciekam przed ojczymem,
który się nade mną znęca, bije i molestuje, a najgorsze jest to że moja własna rodzicielka mi nie wieży. Próbowałam jej powiedzieć ona to potraktowała jako żart bo od początku nie lubię James'a
bo tak się nazywa mój szanowny drugi tatuś. Skurwisyn, a nie żaden tatuś !!
Mam już tego dość! Mam złamane żebra, podbite oko, a w szkole mnie wyzywają że z patoli jestem, może to jest prawda. Nie ja już tak dużej nie mogę !!!!
Zgubiłam go, nareszcie, dzięki bogu. Ja już tam nie mogę wrócić. On mnie zabije, nie przepraszam najpierw zgwałci potem zabije. Jakie ja mam popieprzone życie.
Oparłam się o murek budynku i zaczęłam płakać. Deszcz dalej pada mi jest okropnie zimno. Nawet nie mam przyjaciół, bo kto by chciał się przyjaźnić z patolą. Nie mogłam tak dużej w deszczu siedzieć więc poszłam pod przystanek tam przynajmniej jest daszek i ławka. Tkwiłam tam może z 30min, głodna, zmarznięta i cała zalana łzami. Co innego mi zostało. Za dużo uwagi przyciągam moim wyglądem, musiałam stąd iść. No to przed siebie. "CO mam robić, co mam robić, co mam robić.... ? " Przez całą drogę nic więcej w mojej głowie się nie pojawiło.
Most, mój most, nasz most. Most na którym zawsze przesiadywałam z tatą, moim prawdziwym tatą który nigdy w życiu na mnie ręki nie podniósł i kochał mnie całym swoim sercem.
Najwidoczniej miał za słabe serce by pomieścić tyle miłości, bo nie wytrzymało. Oparłam się o metalową barierkę i patrzyłam się w oddal pięknej i wolnej rzeki. Łza mi skapła na ręke, a
potem wprost do rzeki gdzie popłynęła z prądem. Wolnaa... Odważę się a co mam do stracenia? Rodzinę? Przyjaciół? Życie? I tak tego nie posiadam. Najpierw jedna noga potem druga i
już byłam po drugiej stronie barierki. Jeszcze tylko krótkie wspomnienie tych dobrych chwil, których i tak nie miałam i już mnie nie ma. Jeszcze tylko jedna myśl o tacie który mnie opuścił dawno temu, a ja właśnie
do niego chce popłynąć, tą wolną rzeką do nieba. Tam właśnie będę naprawdę szczęśliwa. Wreszcie sprawdzę jak to jest. Płacze. To tylko na razie potrafię. Ścisnęłam mocniej barierkę,
która była jeszcze mokra od kropel deszczu. Dobra to przecież proste, zaraz będę razem z tatą. Na raz dwa trzy. Zamknęłam oczy.
~ Razz.....Dwaaa....Trzyyy...~ puściłam się.
~ Eeeeeeeeeejjj!!!!!!~ Ktoś złapał mnie za obie ręce od tyłu i z ogromną siłą przeciągnął na bezpieczną stronę poręczy. Płakałam i przytuliłam się do osoby która mnie ocaliła.
~ Już wszystko dobrze ~ powiedział zaczesując mi włosy za ucho. Leżałam na kolanie, kucającej osoby i płakałam bezustannie w jego białą jak śnieg koszulkę.
~ Jestem Louis, a ty? ~ Powiedział dając mi płaszcz i patrząc się tymi swoimi oczami.
~ [T.I]..~ Powiedziałam ledwo.
~ Pójdziesz ze mną~ Brunet wziął mnie na ręce do auta i zabrał ze sobą do domu. Czułam ciepło i miłość, tych właśnie dwóch rzeczy mi brakowało.
Przeniósł mnie na łóżko, ściągnął płaszcz i dał mi T-shirt i krótkie spodenki do przebrania. Cała nadal się trzęsłam nie wiedziałam czy mogę mu zaufać, no ale co mam do stracenia. Byłam
oszołomiona całą to sytuacją. Żebra mnie bolą, czuje się jakbym nie jadła od miesiąca i na dodatek mam coś z psychiką bo jak dobrze pamiętam to właśnie chciałam popełnić SAMOBÓJSTWO!!!
Poszłam do łazienki, przebrana stanęłam przed lustrem, co ujrzałam? Bladą, chudą, z podbitym okiem dziewczynę która wie dobrze co to smutek, ból i utrapienie, dziewczynę która nigdy
nie zaznała szczęścia, która nawet nie wie co to jest. Przepukałam buzie lodowatą wodą, moje oczy automatycznie szerzej się odtworzyły. I dopiero teraz doszło do mnie gdzie jestem.
Podbiegłam szybko do drzwi, uchyliłam je troszkę i ukradkiem obserwowałam Lou. Jego tatuaże wychodziły spod śnieżno białej koszulki, nogi były umięśnione godnie piłkarza, włosy i zarost... normalnie
brak słów. Zamknęłam szybko drzwi opierając się o nie.
~ Boże co ja tu robię?!~ powiedziałam pod nosem, wpatrywując się w kafelki. Złapałam się za głowę po czym ujrzałam z powrotem moje siniaki na rękach, potem dekolcie, nogach i całym ciele.
Z oczu nie umiałam już wydusić żadnej łzy. Nagle rozległo się pukanie do drzwi znajdujących się w łazience.
~ Żyjesz tam? Jesteś głodna?~ Spytał się Tommo. Miałam mu odpowiedzieć? Bałam się, przecież to "facet" , a mój ojczym też jest "facetem". Chyba że Louis należy do tych co mój zmarły
ojciec. Ok, dam radę .
~ Halo? Jesteś? Nic ci nie jest? ~ spytał ponownie.
~ Nie spokojnie ~ powiedziałam ochrypłym głosem otwierając drzwi. Ujrzałam go, jego teńczówki i ciało. Zbliżył się do mnie po czym przytulił mocno. Stałam nie odwzajemniając, po prostu nie
umiałam, nie miałam na to siły. Stałam tak w jego ramionach z opuszczonymi rękami w dół.
~ Wypompowałam się, już nie mam łez~ powiedziałam z trudem, bo byłam przytulona do torsu chłopaka. Louis mnie puścił i za rękę zaprowadził do stołu z jedzeniem. Tak jakbym ujrzała
zbawienie.
~ Wygląda przepysznie ~ powiedziałam od razu przechodząc do jedzenia. Brunet cały czas sie mi przyglądał, przyznam krępowało mnie to.
~ Możesz przestać, już wszystko w porządku naprawdę~ powiedziałam przełykając jedzenie.
~ Wierze~ Spoglądał na mnie podpierając się. Rzuciłam jedzenie i wstałam z krzesła.
~ Dobra, czego ty chcesz?! ~ prawie krzyknęłam.
~ Niczego...~ powiedział to ze spokojem, po czym ja nie wytrzymałam i skierowałam się w stronę drzwi. Louis złapał mnie za nadgarstek i odwrócił gwałtownie do siebie.
~ Z kłamałem, opowiedz mi dlaczego. Proszę...~ uległam, wreszcie mogłam komuś się wygadać, ale czy mogłam mu ufać ? Tego nie wiem ale zaryzykuje. Ostatnio często to robię.
~ No dobra....~ usiedliśmy i przeszłam do opowiadania. Lou mi ani razu nie przerwał tylko patrzył się na mnie jak w obrazek. Skończyłam podkreślając słowo "bohater" skierowane w jego
stronę. Z oka udało mi się wydusić jeszcze jedną łzę. Tommo na mnie popatrzył po czym podniósł rękę i pogłaskał policzek, który był siny od licznych siniaków.
~ Tyle przeszłaś, a się nie poddałaś...znaczy..~
~ Poddałam się ale dzięki tobie jeszcze coś mnie tu trzyma i tu jestem ~ Uśmiechnęłam się zabierając jego dłoń z policzka i trzymając ją w swoich dłoniach.
~ Mogę ci pomóc jeśli chcesz, pogadać z twoim.... yyy.. tatą.. ojczymem! ~ zaczął się jąkać
~ Nie trzeba, wole już mieszkać pod mostem niż tam wrócić~
~ Możesz się u mnie zatrzymać~
~ Nie, nie, nie. I tak mi już dużo pomogłeś. Nie mogła bym i tak już muszę iść ~ wstałam zbierając swoje rzeczy.
~ Ok. a gdzie pójdziesz?~ spytał z satyswakcją w głosie.
~ No..... zobaczę gdzie mnie wiatr poniesie~ powiedziałam wychodząc z mieszkania ~ Jeszcze raz dziękuje ~ krzynęłam na wyjście, po czym już mnie w budynku nie było.
Louis jest miły i opiekuńczy ale nie znam go.
Dochodził wieczór. Lampy powoli zaczęły oświetlać ciemne ulice Londynu. W poszarpanych włosach i w swetrze od Lou kierowałam się, sama nawet nie wiem gdzie. Kierowało mnie ciągle w to
samo miejsce, na most. Więc się tam udałam. Usiadłam na ławce oddalonej niedaleko barierki. Odłożyłam rzeczy obok, zimny jesienny wiatr ocierał się o moją twarz. Palce u rąk robiły się
co raz bardziej czerwone z zimna. Przypomniała mi się piosenka którą zawsze tata śpiewał ze mną w domu. Zaczęłam śpiewać, co raz bardziej podchodząc do poręczy. Wreszcie się o nią
oparłam nie przestając śpiewać. Krople łez spływały mi po jasnej skórze. Nagle za sobą usłyszałam piękny głos, który zbliżał się coraz bardziej, aż w końcu dotarł do samego końcika mojego ucha. Ktoś mnie od tyłu objął.
Po konturach i zapachu mogłam rozpoznać że to Louis.
~ Teraz mam nadzieje że nie chciałaś skakać ~ powiedział wtulając się w moje długie włosy.
~ Ja potrzebuje tylko trochę miłości i ciepła..~
~ Ja ci właśnie te obje rzeczy mogę dać~ obrócił mnie w swoją stronę. Nasze buzie zbliżyły się do siebie na tyle że czułam jego oddech. Pocałowałam go krótko ale namiętnie, a chłopak
wtulił się w mnie dając mi trochę swojej kurtki. Tego właśnie było mi potrzeba, tego właśnie dawno nie czułam, tego co dawał mi właśnie ten chłopak, miłości i ciepła.
/Spoon
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz