czwartek, 2 stycznia 2014

Noworoczny OneShot!



Biały puch zlatywał leniwie z nieba. Promienie dopiero wstającego słońca przebijały się przez chmury i zasłony w pokoju Zayna. Chłopak otworzył najpierw jedno oko, a potem drugie. Ziewnął i usiadł na łóżku. Spojrzał na zegarek który stał koło jego stolika nocnego. Kwadratowy wyświetlacz wskazywał godzinę 6:00. Zayn zwątpił w szybkie wstawanie i chciał znowu się położyć, ale jego drzwi z pokoju zostały z hukiem otworzone przez jednego z jego czterech współlokatorów.
-Zayn, wstawaj! Dzisiaj jest ostatni dzień tego roku!- Krzyknął niebieskooki blondyn w piżamie w kawałki pizzy.
-Odwal się. Jest dopiero 6:00.- Czarnowłosy chłopak pocisnął poduszką w Nialla. Zza ramienia blondyna pojawił się kolejny chłopak.
-Wstawaj! Wszyscy już wstali, jemy śniadanie i czekamy na ciebie!- Powiedział brązowooki Liam.
-Zaraz do was doję.- Westchnął chłopak. Niall się uśmiechnął i zamknął drzwi z jego pokoju.

Z kremowej kuchni, która została urządzona przez Liama, dochodziły krzyki. Na podłodze leżał rozwalony jogurt, a jego zawartość rozprysnęła się aż na szafki.
-Kto to zrobił?- Zapytał spokojnie Liam biorąc swojego tosta.
-Louis mnie popchnął!- Wysoki, zielonooki chłopak na którego głowie roił się busz pełny loczków, wskazał palcem na niższego, niebieskookiego, szatyna.
-To nie ja! To ty się prawie przewróciłeś!- Odpowiedział mu Louis. Niall pochylił się nad rozlanym jogurtem i nabrał go trochę na palec. Wsadził go do buzi po czym powiedział:
-Mmmm to jest bananowy jogurt, twój ulubiony Harry.
-Właśnie!- Pisnął Loczek i wziął do ręki szmatkę którą zaczął wycierać podłogę. Odwrócił się do Louisa. -Dzięki Loueh...
Do kuchni wszedł ubrany już Zayn. Jego włosy były idealnie zaczesane do góry, a bejsbolówka jaką miał na sobie pasowała mu do adidasów.
-Już zjedliście?- Zapytał patrząc na bałagan który starał się Harry zetrzeć.
-Haz tak!- Zaśmiał się Louis połykając swojego tosta.
Liam podszedł do kalendarza, który wisiał na ścianie by przekręcić czerwony prostokącik.
-Dzisiaj Sylwester.
-I tak nigdzie nie idę...- Dodał Niall kładąc się na blacie.
Harry spojrzał się na Louisa i powiedział:
-Idziesz! Wszyscy idziemy! Zostaliśmy zaproszeni na Sylwestra do Perrie!- Krzyknął i spojrzał się na Zayna. Stanął jak wryty. Przeleciał wzrokiem po przyjaciołach i oznajmił.
-Nigdzie nie idę.
-Dlaczego?- Zapytał się go Louis.
-Bo nie. Nie mam ochoty dzisiaj na imprezy.
-Ale taka impreza jest raz w roku! Nawet ja idę.- Dodał Liam.
-Oh pójdziesz zobaczysz!- Poklepał go po plecach Niall.
Zayn przewrócił oczami. Nie wiedział jak wytłumaczyć przyjaciołom powodu dla którego nie chce iść. Powodem tym jest dziewczyna, która organizuje to przyjęcie, a dokładniej Perrie Edwards. Ona podoba się Zaynowi od dłuższego czasu, tylko że on nie wie jak jej powiedzieć że coś do niej czuje.

Harry stał przed swoją szafą. Jego ubrania były porozrzucane po całej podłodze. Zegar nad łóżkiem wskazywał godzinę 18:30. Do pokoju wszedł Louis.
-Jestem już gotowy, a tyy...ooo
-Nie, nie jestem!- Powiedział zrozpaczony Loczek i usiadł na łóżku. -Nie wiem co mam ubrać.
Louis usiadł koło niego.
-Wiesz... ubierz to w czym czujesz się najlepiej!
-Taa tylko ja się czuję dobrze we wszystkich moich ubraniach...
Tomlinson się zaśmiał i wstał. Poprawił swoje szelki.
-To ja ci z tym nie pomogę.- Poklepał młodszego po ramieniu i opuścił jego pokój.

Wszyscy stali już w przedpokoju. Była już 19:00.
-Trochę się spóźnimy przez te korki w Londynie.- Powiedział Louis.
-To co wychodzimy na imprezę!- Krzyknął Niall otwierając drzwi.
-Taa...- Westchnął Zayn dopinając ostatni guzik bejsbolówki.
-Cieszę się że postanowiłeś iść z nami.- Uśmiechnął się do niego Liam.
Zeszli z krzykami po schodach i wpakowali się do samochodu. Za kierownicą zasiadł Louis, a koło niego Harry. Z tyłu usiadła cała reszta.

Po 30 minutach podjechali pod wielki, modernistyczny dom należący do Perrie. Dookoła stało już pełno samochodów. Chłopcy cudem wygrzebali się z samochodu.
-Stresuję się.- Wybełkotał Zayn.
-Dasz radę. Ona cię lubi.- Pocieszył go Liam. W drodze tutaj Malik opowiedział przyjaciołom co czuje do Perrie, oni doradzili mu żeby powiedział jej to właśnie dzisiaj.

Głośna muzyka dobiegała ze salonu. Ludzie tańczyli i skakali. Stół barowy też był zapełniony. Zostało 10 minut do północy, czyli do rozpoczęcia nowego roku. Przy Zaynie stał Niall z pełną miską chipsów.
-Stary, patrz! Idzie na taras. Podejdź do niej i porozmawiajcie.- Wypowiedział przez pełne usta jedzenia.
Zayn westchnął i mimowolnie ruszył w kierunku Perrie, nie chciał ale coś go do niej ciągnęło.

Otworzył drzwi z tarasu i wyszedł. Wszędzie leżał śnieg. Ciarki go przeszły gdy uderzyło go zimne powietrze. Perrie stała owinięta białym płaszczem.
-Co porabiasz?- Podszedł do niej Mulat lekko zestresowany.
-Oh Zayn...- Od razu na jego widok dziewczyna się zaczerwieniła. -Pilnuję by fajerwerki były dobrze rozstawione.- Uśmiechnęła się.
Malik stanął koło niej i oparł się o barierkę. Zaczęli rozmawiać o imprezie, o gościach gdy nagle przerwało im odliczanie dobiegające z salonu.
10... 9...
Zayn się uśmiechnął i do jego głowy wpadł pomysł.
8... 7...
Nachylił się nad Perrie.
6... 5...
Przyciągnął ją do siebie i objął.
4... 3...
Wpił się delikatnie w jej usta.
2... 1...!!!
-SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!!!- Usłyszeli krzyki z salonu.
Nie zwracali na nie uwagi. Perrie zaczęła odwzajemniać pocałunek. Po czasie oderwali się od siebie i Zayn oparł swoje czoło na czole dziewczyny.
-To był najlepiej zakończony i rozpoczęty rok w moim życiu...- Westchnął.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 
Przepraszam że tak późno ;(
Nowy rok już był, wiem, wiem.
Naprawdę przepraszam, ale w końcu udało mi się to dokończyć!
\o/
/Mrs. Stylinson

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon by S1K