środa, 15 stycznia 2014

Uncover #1

Nobody sees, nobody knows,
We are a secret, can't be exposed.



    Poniedziałek... chyba nikt nie lubi poniedziałków. Nawet Harry Styles który nie chodzi do pracy, a wykłady ma po południu. Jego kierunek studiów jednak go bardzo interesuje i on był powodem wyjazdu do Nowego Jorku. Studiuje w szkole Juilliarda. Harry zawsze chciał śpiewać i właśnie to kształci. Już jako małe dziecko interesował go tylko śpiew. Jego głos był lekko zachrypnięty i mocny, a gdy ułożyło go w melodię dźwięków, brzmiał niebiańsko. Oprócz tego miał też zwykłe lekcje, jak matematyka (chociaż uważa że to mu się do niczego nie przyda), albo biologia. 
    Swoje mieszkanie dzielił z przyjacielem Niallem Horanem. On najbardziej go rozumiał i wie o większości jego sekretów. Niall był jasnowłosym 20 latkiem, a jego niebieskie tęczówki hipnotyzowały przechodzące obok niego dziewczyny. Niall pracował jako barman w pobliskiej knajpce, gdzie Harry bardzo lubił przychodzić, choć nie pił, ma słabą do tego głowę. Często spotykali się tam z Liamem Paynem i Zaynem Malikiem. Harry poznał ich niedawno dzięki Niallowi. 
    Wysoki, zielonooki z brązową, lokowaną, czupryną chłopak lubił swoje życie i nie chciał go zmieniać, aż do wydarzenia w sklepie które wywróciło jego stan psychiczny...

   Pewnego wieczoru siedział sobie z Niallem gdy nagle stwierdzili że są głodni. Harry ubrał się i poleciał do całodobowego sklepu po chleb tostowy którego brakowało im do udanego posiłku. Zaczytany w jedną z gazet wpadł na chłopaka. Cudem uderzenie było tak mocne że Styles aż się przewrócił. 
-Oh, przepraszam.- Powiedział nieznajomy i podał chłopakowi dłoń.
Harry wstał i uniósł wzrok. Jego spojrzenie złączyło się z niebieskimi tęczówkami drugiego chłopaka. Usłyszał piskliwy, ale cichy śmiech chłopaka. Harry osądził że był anielski. I nieznajomy odwrócił się znikając za zakrętem, a Styles stał jak wryty. Na jego twarzy dało się odczytać zaskoczenie. Wychodząc ze sklepu modlił się że spotka jeszcze te piękne oczy, które utknęły mu w pamięci, a jego śmiech brzęczał mu w uszach. 

    Minął już tydzień od tamtego zdarzenia, a Harry nie pozbierał swoich myśli. Niall zaczął podejrzewać że coś mu się stało. Loczek posiadał umiejętność wykrywania który człowiek jest wyjątkowy, oraz chciał przy nim spędzić całe życie wiedząc że nic mu się nie stanie. Takie były właśnie oczy tego chłopaka. Harry chciał je widzieć ciągle, niestety nie widział już chłopaka. Nawet był przekonany że nigdy w życiu go już nie spotka. 
-Harry, wychodzę!- Po pokoju Stylesa rozległ się krzyk Nialla. 
-Okej...- Wydyszał, swoim porannym, zachrypniętym głosem. Gdy tylko usłyszał przekręcany klucz w drzwiach znowu zakopał się pod kołdrą. Uniósł jeszcze głowę i spojrzał na zegarek koło swojego łóżka. Niall znowu się spóźnił... cud że jeszcze go nie wywalili. Usiadł powoli i do jego głowy powrócił znowu obraz oczu. Piękne, niebieskie jak niebo, pochłaniające jak ocean, lekkie by do nich wskoczyć i pozostać na zawsze. Harry trochę wyolbrzymiał ten obraz, ale taki lubił... idealny. Przetarł oczy i poprawił włosy. Nie schodząc z łóżka zabrał z komody skarpetki i włożył je na stopy. Uwielbiał cały poranek przechodzić w dresach i wygniecionej koszule w których spał. Otworzył drzwi ze swojego pokoju i wszedł do kuchni. 
   Ich mieszkanie było malutkie. Dwa pokoje, kuchnia połączona z salonem i łazienka. Pokój Harrego był drugim najmniejszym pomieszczeniem, chodź twierdził że w nim jest strasznie przytulnie. 
   Styles podreptał przez przedpokój i zatrzymał się przed lodówką. Wyciągnął mleko i z szafki zabrał płatki. Do miski znalezionej w zmywarce nalał mleko i wsypał płatki. Włączył telewizor, a posiłek zaczął jeść na sofie. Jak zjadł wrzucił pustą już miskę do zlewu i spojrzał na swój plan zajęć. Dzisiaj miał na 14:00 więc musi wyjść szybciej z domu by się nie spóźnić, bo korki w Nowym Jorku są masakryczne i nawet do metra nie da się dostać. Nagle usłyszał dzwonek dochodzący z jego telefonu. Odebrał.
-Słucham...?- Powiedział odchrząkając potem. 
-No ej Harry dzwonię ze służbowego...- Zaczął głos w słuchawce.
-Niall?- 
-No, a kto?! Jezu, Harry obudź się! Przyniesiesz mi mój telefon bo zapomniałem?-
-Jasne.-
-Powinien leżeć na komodzie u mnie.-
-Spoko, przyniosę ci.- 
-Wszystko w porządku?- Zapytał podejrzliwie Niall.
-Nie, a co miało by się stać? Przyniosę ci ten telefon.-
-Okej, okej... spokojnie.- I Horan się rozłączył. 
Harry poszedł do jego pokoju i spojrzał na komodę. Faktycznie, telefon tam leżał. Harry wziął go i poszedł się ubrać. Włożył na siebie to co zwykle, czyli białą koszulkę i czarne obcisłe rurki. Do kieszeni zmieścił obydwa telefony. Wyłączył telewizor i zaczął wkładać buty. Do ręki wziął okulary przeciw słoneczne i wyszedł z mieszkania zamykając za sobą drzwi. Zbiegł w podskokach po schodach na klatce schodowej i wybiegł z bloku. W Nowym Jorku było dzisiaj wyjątkowo ciepło jak na maj. Szedł powoli uliczką i po 10 minutach znalazł się pod knajpką Nialla. Spojrzał na nazwę "Irish beer". Uśmiechnął się i pchnął drzwi. 

<><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><>

Oto pierwszy rozdział nowego FanFiction o Larrym. Mam szczerą nadzieję że się spodobał. :)
Proszę skomentuj! To dla mnie ważne! ;)
+przepraszam za taką dziwną czcionkę... blogger znowu coś zepsuł...
/Mrs. Stylinson

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon by S1K