wtorek, 29 października 2013

You Are Me Dream cz.1

 You Are Me Dream
Harry
Jestem zwykłym nastolatkiem. Mieszkam w spokojnej i małej miejscowości w Anglii, Homles Chapel. Mam 18 lat i powoli wkraczam w własne dorosłe życie. Szczerze nie ciągnie mnie do tego. Rodzice chcą bym wyjechał do Londynu by rozpocząć jakąś karierę, albo iść w ich ślady. Mój tata, a raczej ojczym jest kierownikiem firmy, a mama mu w tym pomaga. Często jeżdżą na jakieś delegacje zostawiając mnie samego z ogrodnikiem lub sprzątaczką. Tak mamy służbę domową. Gdybym to ja miał sprzątać chyba bym padł. Dom w którym mieszkam jest ogromny. Nie powiem żebym się tym przechwalał. Wolałem pochodzić z jakiejś przeciętnej rodziny, a nie bogatej. Pieniądze szczęścia nie dają, a ja jestem tego dowodem. Mam tylko jednego przyjaciela, Nialla. Jest dla mnie pocieszeniem gdy mi smutno, ale nie zawsze może to dla mnie robić. On ma też swoje życie i swoje problemy. Nie mam swojej miłości ani nic podobnego. Los nie chce bym zaświadczył nutki szczęścia. Jeszcze do tego rzecz jaka podzieliła mnie i rodziców. Moja orientalność... tak jestem gejem, pedałem itp. Nie chciałem nikomu tego mówić, ale moja mama to zauważyła. Było widać że nie ciągnęło mnie do dziewczyn. One mnie nie podniecały. Mama nie powiedziała tego tacie, ale nawet ona się do mnie inaczej odnosi. Nie jestem jej wymarzonym, ukochanym syneczkiem. Niestety. Powoli nie wytrzymuję tego. Rodzice przyjeżdżają co tydzień na dwa dni. Staram się być wtedy inny niż normalnie, pobudzony do życia, radosny i uśmiechnięty. Tylko jak zawsze wszystko się pierdoli. Oni tracili czas na mnie, ich bardzo cenny czas. Gdy wyjeżdżali zawsze byliśmy pokłóceni. Albo rozchodziło się o oceny, które nie były zbyt dobre, albo o to czy kiedyś znajdę sobie dziewczynę. Odpowiedź z mojej strony zawsze była na nie. Więc tata się wciskał i dodawał swoje trzy grosze. Najeżdżał na mnie że jestem nieudacznikiem i nic nie osiągnę w życiu. Kilka razy nawet zdarzało się że mnie uderzył, a mama nie zwracała na to uwagi. Taka sama sytuacja miała miejsce dzisiaj...

Rodzice właśnie pojechali dalej do pracy. Jak zawsze nie zakończyło się to dobrym pożegnaniem tylko rykiem taty i moim trzaśnięciem drzwiami. Siedziałem u siebie w pokoju zamknięty na klucz. Siedziałem na kanapie która stała na przeciwko łóżka. Wyłożyłem się na nią i wziąłem do ręki iPhone. Spojrzałem się w okno. Pogoda nie jest zbyt piękna. Jest w końcu środek jesieni. Mój wzrok znowu przeniosłem na wyświetlacz telefonu. Napisał mi Niall. Może on wyciągnie mnie z tego smutku. "Hej stary! Co dziś robisz? Dasz się wyrwać na dwór? :D" 

Jego entuzjazm jest do nieopisania. Jego beztroskie, piękne życie. On zawsze się śmieje i wygłupia co powoduje że na mojej twarzy też pojawia się uśmiech. Nie wiem czy wszyscy Irlandczycy tacy są, ale on jest wyjątkowy. Jedynie Niall akceptuje moje poglądy co do seksualności. 

Uśmiechnąłem się w duszy i odpisałem mu. "Tak, napisałeś w najlepszym momencie! Znów mam wyrzuty sumienia co do tego że moje życie jest do dupy." Poprawiłem się na sofie i zrobiłem pierwszego łyka herbaty którą zrobiłem sobie po wyjeździe rodziców. Strasznie szybko Niall znów napisał "Co się znowu stało? A nie dobra powiesz mi jak się spotkamy. Zaraz po ciebie będę." Wstałem i włożyłem telefon do kieszeni czarnych spodni. Podszedłem do lustra i poprawiłem włosy. Spojrzałem się na siebie. Jak zawsze okropny. 

Wyszedłem z pokoju i zbiegłem po schodach. Właśnie w tym momencie do drzwi zadzwonił dzwonek. Otworzyłem i rzucił się na mnie blondyn o niebieskich oczach i krzywych białych ząbkach. Na jego widok od razu się uśmiechnąłem.
-Harry! Cześć!- Krzyknął puszczając mnie z uścisku.
-Hejka, Niall. Już idziemy.- Wziąłem klucze z domu. Wyszliśmy i zamknąłem za nami drzwi.
-Gdzie chcesz iść?- Zapytał.
-Nie wiem, gdzie proponujesz?- Jego wzrok rozejrzał się po moim podjeździe.
-Znowu twoi rodzice pojechali?-
-Ta..- Westchnąłem.
-To dlatego taki jesteś! Oj Harry przestań się nimi przejmować! Znajdź sobie jakieś zajęcie!- Objął mnie ramieniem i szliśmy dalej w nieokreślonym kierunku. 
-Co mam robić?-
-No na przykład... graj ze mną w piłkę!- Jego oczy zaświeciły się.
-Wiesz że nie lubię sportu..- 
-A no tak.. to śpiewaj! Cudownie śpiewasz, wykorzystaj to!- 
-Niall.- Syknąłem. 
-Przepraszam.- Nienawidzę jak ktoś mi mówi że potrafię śpiewać. Nie umiem i tyle.
-Spoko.- 

Rozciągnęła się przed nami prosta uliczka. Drzewa skłaniały się przed porywami wiatru. Ciemne chmury przysłoniły niebo i zapadł lekki zmrok. Włożyłem ręce do kieszeni i zacząłem rozglądać się po domach. Wszędzie stały dynie, szkielety i inne dekoracje. Na drzwiach były tylko napisy "Happy Helloween!" Niegdyś, jako małe dziecko uwielbiałem to święto. Zawsze biegałem z Niallem po domach w różnych przebraniach. Prosiliśmy ludzi o cukierki tekstem "Cukierek, albo psikus!". Zawsze dostawaliśmy słodkości. Potem nasze brzuchy się mściły z łakomstwa i bolały nas całe dnie. Śmiechu z tego było mnóstwo. 

Nagle Niall się zatrzymał, a ja trochę po nim.
-Co jest?- Zapytałem go.
-Mam plan.- Jego oczy się zaświeciły. Już się boję jego pomysłu. Westchnąłem.
-Co znowu?- Chcąc czy nie chcąc zapytać muszę.
-Wiesz, Nicole organizuje imprezę Helloweenową, więc pomyślałem że pójdziemy.- Gdy wypowiedział te słowa zakrztusiłem się swoją śliną.
-Co ja mam iść?! Tam będą ludzie!- Krzyknąłem wystraszony.
-Też jestem człowiekiem.-
-Ale Niall, ty to co innego. Tam będą ludzie których nie znam!-
-Nicole znasz.-
-Tak wiem że ma na imię Nicole i jest w twoim wieku.- Krzywo się na niego spojrzałem.
-Tyle wystarczy! Chodź będzie fajnie!- 
-No nie wiem..-
-Proszę!- Zwykle stawiałem na swoim, ale teraz mam odczucie jakby sumienie kazało mi iść bo stanie się coś co zmieni moje życie. Liczę na to. Przekręciłem oczami i westchnąłem.
-No dobra.- 
-JEST! Harry, kocham cię!- Poczułem jak Niall na mnie skoczył. Uśmiechnąłem się. Może coś z tego wyjdzie.
-Tylko jedno. Nie mam przebrania.- Powiedziałem.
-Wiesz "Impreza Helloweenowa" to tylko przykrywka i pretekst by impreza powstała! Nie trzeba mieć przebrań.- Ulżyło mi. Już okropnie wyglądam w takim stanie, a co dopiero by było w przebraniu. Pewnie wszyscy by uciekli jakbym wszedł. Ehhh mam niską samoocenę. 

Podeszliśmy z powrotem pod mój dom. Stanęliśmy przed wejściem na plac.
-Jeszcze raz Harry dziękuję że się zgodziłeś iść!- Powiedział z uśmiechem blondyn.
-Spoko Niall, ale o której to jest?-
- O 20:00 po ciebie jestem. Przygotuj się.- Powiedział i przytulił mnie. -Do zobaczenia!-
-No okej, pa!- Odkrzyknąłem mu i wszedłem do domu.

 Zapaliłem światło i pobiegłem do góry. No pięknie Styles... pierwszy raz od chyba dwóch lat idziesz na imprezę, ciekawe jak to jest upić się i nie przejmować niczym innym. Już zapomniałem. A moje przeczucia co do tej imprezy się nie zmieniły. Wieżę że ona coś zmieni.

/Mrs. Stylinson

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon by S1K