sobota, 2 listopada 2013

You Are Me Dream cz.5

Harry
Nie wiem co takiego strasznego widzę w burzach, ale się po prostu boję. Siedzieliśmy tak chyba jeszcze z godzinę. Louis obejmował mnie ramieniem. Myślałem że spłonę od rumieńców i motyle z brzucha mi wylecą, ale jakoś to przetrwałem. Gadaliśmy o wszystkim i o niczym. Niall się ciągle śmiał raz myślałem że od śmiechu się zadławił. 

-Hahahahaha! Naprawdę?! Ooooo...- Zdziwienie Nialla było takie samo jak nasze. Nagle w domu zrobiło się jasno. Światło aż po oczach biło. Louis się na mnie spojrzał i zabrał rękę. Ehh ta cudowna chwila minęła...
-Widzisz Harry, nie potrzebnie płakałeś.- Skomentował swoim pięknym głosikiem.
-My już pójdziemy bo jeszcze znowu się rozpada.- Wstał Liam i zaczął ubierać płaszcz. 
-Dobranoc Harreh.- Lou pocałował mnie w czoło. Pewnie jestem znowu cały czerwony.
-Dobranoc...- Powiedziałem półgłosem i zamknąłem za nimi drzwi. Oparłem się potem o nie plecami. To najpiękniejszy dzień w moim życiu! Dobra śpiący jestem. Kładąc nogę na pierwszym stopniu schodów poczułem ból w plecach. Kurde... może nie do końca taki piękny. 

Szybko się umyłem i wbiegłem pod kołdrę. Spojrzałem na telefon. Dostałem sms'a od Nialla "Ty strasznie się czerwienisz, wiesz?". Coooo? "To to aż tak widać???" Odpisałem szybko i walnąłem "facepalma". Brawo Styles teraz Louis na 100% wie że on mi się podoba. "No nie wiem czy on wie, ale ja i Liam tak ^^". Dzięki Niall. Na to mu już nie odpisałem bo jestem zbyt zmęczony. Odłożyłem telefon i walnąłem się głowę na poduszkę.

-Kochanie, on na pewno jeszcze śpi, chodź przywitajmy się z nim.-
-Nie, nie mam zamiaru go widzieć. Nie chcę by on tu mieszkał.- 
-Nie możesz tak mówić! To przecież twój syn!-
-Nie mam syna! Mój syn nie jest gejem!- Usłyszałem krzyki dochodzące z salonu. Już wiedziałem kto przyjechał. Wypełzłem z łóżka i po cichutku stanąłem w progu przejścia do  salonu. Stali tam. Moja kochana rodziciela i ojciec. 
-Nie mów tak!- Powiedziała mama. Widać próbuje mnie bronić.
-Mam go dosyć! Ciekawe czy wkładał już komuś?! Brzydzę się pedałów! Nie chce go mieć pod dachem!!- Na te słowa taty łzy zaczęły mi się lać po policzkach. 

Zrobiłem krok do przodu i powiedziałem po cichu.
-Cześć wam.- Pewnie mógłbym zrobić to efektywniej, ale nie mam do tego głowy. Mama się szybko obróciła.
-Harry...- Powiedziała cicho. Spojrzałem się na twarz taty. Coś się w nim gotowało. Podszedł do mnie i zamachnął się ręką.
-GEJ JEBANY!- Wrzasnął i uderzył mnie tak mocno że przewróciłem się do przedpokoju. Poczułem wielki ból na lewym policzku. Nie mogłem powstrzymać płaczu. Przez zamglone oczy spojrzałem się na mamę. Stała, po prostu stała i przyglądała się jak ojciec się nade mną pochyla i podnosi do góry.
-A nie, przepraszam. Miałem cię tak przywitać "Witaj kochany syneczku ilu wczoraj wylizałeś?"- Powiedział i znowu mną rzucił.
-ZOSTAW MNIE!- Krzyknąłem i wbiegłem szybko do pokoju. Zamknąłem drzwi na klucz. 
-Otwieraj te drzwi! Harry!- Tata próbował dobijać się do pokoju. Szybko przebrałem się z piżamy i wziąłem plecak. Wsadziłem do niego trochę ubrań, ładowarkę i jeszcze jakieś pierdoły. Do kieszeni wsadziłem telefon.

Mam wielkie szczęście że pod oknem z mojego pokoju jest dach tarasu i ogrodnik zostawił drabinę opartą o ten dach. Spojrzałem się jeszcze raz na drzwi które były okładanie pięściami przez tatę.
-Harry! Otwieraj!- Wrzeszczał ciągle.
-Przepraszam tato że nie jestem twoim kochanym syneczkiem.- Wyszeptałem i wyskoczyłem przez okno. Zbiegłem po drabinie i wybiegłem z ogrodu. Na podjeździe spojrzałem w okno. Stała tam mama, a z jej oczu lały się łzy. Zignorowałem ją i pobiegłem przed siebie.

I teraz do głowy wpadła mi ta myśl. Gdzie pójdę, co będę jadł, gdzie będę spał? Poczułem jesienny, zimny wiatr na sobie. I nagle moje nogi zaczęły prowadzić mnie w stronę ulicy domu Louisa. Szedłem tak pięć minut aż znalazłem się pod jego drzwiami. I co teraz powiem mu że uciekłem z domu i zapytam czy mnie przygarnie... no oczywiście że odmówi. Westchnąłem i zadzwoniłem dzwonkiem. Po minucie drzwi się otworzyły i osoba szybko wciągnęła mnie do środka.
-Hazza! Co ci się stało?- Louis położył rękę na moim spuchniętym policzku.
-Przywitanie.- Odparłem krótko. Znów w moim brzuchu zaczęły się gody motyli. 
-Co? A zresztą nie ważne. Siadaj zaraz mi wszystko powiedz.- Pokazał mi ręką na sofę w salonie. 

Nigdy nie byłem u Louisa. Nawet nie wiem skąd wiem że on tu mieszka. Jego salon był taki przeciętny. Wszędzie stały lub wisiały zdjęcia jego rodziny. Było tu strasznie przytulnie. 
-Nie ma twojej mamy?- Zapytałem patrząc się w stronę kuchni gdzie stał niebieskooki.
-Nie, a co?- 
-Zaraz się dowiesz.- Westchnąłem ocierając policzek. Lou wszedł do pokoju i położył na stoliku herbatę. 
-Mów co się stało. Co cię do mnie sprowadza?- Uśmiechnął się.
-Może powiem prosto z mostu. Lou... przygarniesz mnie do siebie? No nie wiem gdzieś tak na dwa dni? Potem sobie jakoś poradzę.- Spojrzałem się w jego piękne oczy. Był zdziwiony, ale zdziwienie zmył piękny uśmiech. Rzucił się na mnie obejmując moje ciało.
-Oczywiście Harreh! Możesz nawet na zawsze! Ale powiedz czemu?- Puścił mnie i znów usiadł po turecku.
-No bo uciekłem z domu...- Westchnąłem.
-Czemu? Twoi rodzice przyjechali?- Kiwnąłem głową.
-Tak i tata mnie czule przywitał.- Potarłem ręką po policzku.
-Ale czemu cię uderzył, z jakiego powodu?- Wtedy przypomniałem sobie że Louis nie wie o mojej orientacji. Co ja mam mu powiedzieć? Zamurowało mnie.
-Ej Haz?!- Machnął mi ręką przed oczami.
-Nie Louiss nic...- Westchnąłem. On przysunął się do mnie.
-Powiedz proszę.- W jego oczach pojawiła się powaga i smutek.

Wziąłem głęboki oddech. 
-Bo ja-a jeste-em inny...- Zacząłem. 
-Czemu "inny"?- 
-Bo mnie nie-e-e kręcą-ą  dziewczyny!- Powiedziałem w końcu lekkim krzykiem. Od razu spojrzałem się na Lou wyczekując jego reakcji. On odchylił lekko głowę do tyłu i uśmiechnął się.
-I dlatego cię tata uderzył? Że jesteś gejem?- Powiedział to ze spokojem. Łza poleciała mi po policzku i Louis ją zauważył bo od razu starł palcem z mojego policzka. 
-Tak.- Powiedziałem cicho.
/Mrs. Stylinson 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon by S1K