Harry
Dni mijały powoli i wesoło. Bardzo zaprzyjaźniliśmy się z Liamem i Louisem. Są świetni! Tylko ciągle się boję że jak się dowiedzą skrytej prawdy o mnie to mnie odrzucą. Ehh... ciężko mi z tym jeszcze przy Lou! Myślę o nim przed snem. Śnię o nim. Jak wstaję to o nim myślę. Nawet teraz podczas śniadania! Mogę śmiało powiedzieć że się zauroczyłem. Chociaż nie.. nie chcę mówić tego nikomu.
W końcu jem normalne śniadanie. Ostatnio jedynym posiłkiem były poranne płatki, a potem już jedzenie na mieście. Nie przeszkadzało mi to bo jadaliśmy zawsze razem. Pyszna jajecznica którą sam sobie zrobiłem zjadłem w minutę. Włożyłem talerz do zmywarki i pobiegłem na górę. Ubrałem się i stanąłem przed lustrem. Muszę ładnie wyglądać bo w końcu mam dla kogo. Uśmiechnąłem się i pojawił się mój pierwszy kompleks... dołeczki w policzkach. Nienawidzę ich! Nagle usłyszałem dzwonek do drzwi. Kiedyś pierwsze na myśl by mi przyszło że to Niall. Pobiegłem otworzyć. Zeskakiwałem co dwa schodki i OCZYWIŚCIE na ostatnim musiałem zaliczyć glebę.
-KURWA!- Wrzasnąłem na cały dom. Nagle drzwi się otworzyły i wbiegł Louis.
-Harreh... nic ci nie jest?- Zapytał słodko podnosząc mnie.
Spojrzałem się w jego oczy. Te piękne błękitne tęczówki. I ten uśmiech. Nogi znów się zmieniły w watę. Przeniosłem wzrok na jego włosy. Fryzura jak zawsze idealna. Uśmiechnąłem się.
-Hazza...- Powiedział trzymając mnie w tali. Na pewno wtedy zrobiłem się czerwony jak burak.
-Nic mi nie jest Lou, jestem lamą po prostu...- Westchnąłem. Tommo puścił mnie i stanął dwa kroki dalej. Tak Tommo. Przez ten cały czas nawymyślaliśmy sobie pełno ksywek i dużo się o nim dowiedziałem. To że urodził się w Doncaster i przyjechał tu z powodu rozwodu rodziców. Miał siedem lat gdy kupili z mamą tu dom. Wiem też że kocha czerwony kolor i jeździć samochodem. Dużo się też dowiedziałem o jego cechach. Jest bardzo zabawny i wesoły, czasami bywa mądry i inteligentny, ale ogółem zachowuje się jak dziecko. Taki jest "mój" kochany Lou.
Odwzajemniłem uśmiech jaki mi posłał i usiadłem w kuchni. Louis ściągnął buty i zajął miejsce koło mnie.
-Harry, co dzisiaj robimy? Ma dzisiaj cały dzień lać.- Jak wypowiedział te słowa to zaczęły z nieba lać się krople deszczu. Zaczęliśmy się głośno śmiać.
-Przypadek?- Powiedziałem przez śmiech.
-Nie sądzę!- Dokończył Louis. Po powstrzymanym ataku śmiechu chłopak skoczył na kanapę i wziął do ręki pada z konsoli.
-Chodź, słodziaku! Pogramy!- Na te słowa motylki zaczęły szaleć w moim brzuchu. Kocham jak tak do mnie mówi. Poprawiłem włosy i usiadłem koło niego włączając konsolę.
-A gdzie Liam?- Zapytałem. Louis się na mnie spojrzał i wzruszył ramionami.
-Nie wiem. Nie dzwoniłem do niego. Od rana myślałem tylko by przyjść do ciebie i byśmy razem spędzili trochę czasu. I oto jestem!- Krzyknął przytulając mnie. Moje policzki przeszła fala ciepła i uśmiech się powiększył, ale chyba nie tylko uśmiech. STYLES OGARNIJ SIĘ!
Potem rozpoczęła się gra. Tomlinson znowu zaczął skakać z radości po tym jak wygrał ze mną kolejną rundę. Rzuciłem pada i skrzyżowałem ręce na piersi robiąc smutną minkę.
-Ja już z tobą nie gram!- Syknąłem. Louis przestał machać rękami i spojrzał się na mnie.
-Po prostu nie potrafisz grać!- Krzyknął i wytężył wzrok patrząc jaka będzie moja reakcja. Wiedział że mnie można łatwo zdenerwować, a on to wykorzystuje przeciwko mnie!
-Potrafię! Ale ty oszukujesz!- Krzyknąłem. Lou się do mnie zbliżył siadając po turecku. Uśmiechnął się i w moje loki wsadził swoje dłonie. Kocham gdy tak robi. Czuję się wtedy taki wyluzowany. Uśmiechnąłem się do niego i spojrzałem w oczy.
Louis
Kocham przebywać u Harrego w domu. Czuję się tu tak swobodnie. Nie to co w domu, tam mama ciągle na mnie ryczy. Ehh ale przywyknąłem już do tego. Cieszę się że poszedłem wtedy z Liamem do parku. Gdybym tego nie zrobił to nigdy był nie poznał Hazzy. Uwielbiam go. Jego loczki który każdy jest zwrócony w inną stronę, jego piękne szmaragdowe oczy. Jak się na mnie spojrzałem to przechodziły mnie ciarki... i oczywiście ta najsłodsza rzecz w nim całym... jego dołeczki w policzkach! Są idealne!
Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Szybko zabrałem ręce z jego włosów. Harry wstał.
-Już otwieram.- Odprowadziłem go wzrokiem pod drzwi i na mojej twarzy pojawił się uśmiech gdy loczek podciągnął sobie spodnie. Jego chude nogiii. Westchnąłem. Ale zaraz Louis czemu ty tak na niego reagujesz?! Przecież to facet! Ma w spodniach to samo co ty! Jeszcze dwa tygodnie temu miałem dziewczynę... Eleanor. Nasz związek nie potrwał za długo bo zdradziła mnie z moim przyjacielem Stanem. Ale nie chcę o tym myśleć.
Harry uchylił drzwi. Do środka wparowali szybko mokry Niall i Liam. Ciekła z nich woda.
-No dłużej się nie dało?!- Krzyknął Niall. Liam spojrzał się na mnie.
-O hejka Lou. A co ty tu robisz?- Zapytał się wieszając kurtkę na wieszaku.
-No wiesz... przyszedłem sobie do Harrego i gramy sobie.- Powiedziałem z uśmiechem.
-Gracie?- Zapytał Niall unosząc brwi.
-Tak, idioto!- Rzucił Harry w niego poduszką. Niall zaczął się śmiać i skoczył do nas na sofę. W momencie w którym usiadł w domu zrobiło się ciemno, telewizor zgasł.
-Ja nic nie zrobiłem.- Powiedział rozkojarzony blondyn.
Nagle za oknem przeszła błyskawica i głośny huk. Harry podskoczył i pisnął.
-Nie, nie... nie...- Powiedział z chrypką. Gdy znowu do domu wpadło światło od błyskawicy zauważyłem Harrego który z szafy wyciągnął wielki koc.
-Co jest Hazza?- Zapytał się go Liam.
-Harry boi się burzy. Zawsze płacze i panikuje.- Odpowiedział mu Niall.
-No a-ale mam ta-ak od dzieciństwa...- Cichutko powiedział Hazza. Obróciłem się i podczołgałem się na sofie do niego. Chyba usiadłem bardzo blisko bo poczułem jego oddech na sobie. Przytuliłem go do siebie.
-Zaraz burza przejdzie i powróci prąd.- Powiedziałem głaszcząc go po głowie.
/Mrs. Stylinson
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz