•NYC - She's changed #1•
Poranek. Nienawidzę poranków. Zawsze gdy się budzę to wiem, że doznam świata, który jest zły. Światło ledwie przebijało się przez żaluzje w moim dość skromnym pokoju. Tak, mieszkam sama. Chciałabym mieszkać z rodzicami, ale ich nie mam. Smutne. Zginęli gdy miałam 7 lat. Potem oddano mnie do domu dziecka bo ciocia nie chciała się mną zajmować. Nienawidzę jej za to. Ostatnie słowa jakie mama do mnie wypowiedziała to: "Della, zawsze będę cię kochać." Potem wyszła z domu razem z tatą. Pojechali do sklepu i nigdy nie wrócili... Czekałam na nich całą noc przerażona, a nad ranem zapukał do moich drzwi policjant. Najgorsze uczucie to stracić kogoś bliskiego. Od tamtej chwili minęło 11 lat. Przez te 11 lat byłam sama jak palec. Od 6 miesięcy mieszkam sama, a mieszkanie opłacam z zarobków jakie znajdę na ulicy. Jeszcze podczas pobytu w domu dziecka wciągnęłam się w to okropne uzależnienie. Narkotyki, wódka, piwo, papierosy. Kto powiedział, że w Nowym Jorku z domu dziecka wychodzą prawowici obywatele, którzy doskonale wszystko rozumieją? Nikt. W to wszystko wciągnęła mnie Jane. Powiedziała, że to fajna zabawa. Zaprosiła mnie do tego mieszkania. Było tam pełno osób. Nikogo teraz bym nie potrafiła wymienić. Nie znam ich. Od tamtej pory się zaczęło. Dragi musiały być codziennie, a opiekunki nawet się nie zastanawiały co mi jest. Nie obchodziło ich to, tak jak nikogo. Picie też było bardzo częste, aż za bardzo... Stoczyłam się. Opamiętałam się dość niedawno, że to mnie niszczy. Cieszę się z tego powodu, choć uśmiech pewnie już nigdy się u mnie nie pojawi.
Uporczywie podniosłam się do pozycji siedzącej. Rozejrzałam się po pokoju. Nic się nie zmieniło. Spojrzałam na swój jakże stary telefon. iPhone to nie był. Nawet smartphone to nie był. Jedno nieodebrane połączenie... Tak, jednak na tym świecie istnieją ludzie, na których mi zależy, a dokładniej trójka ludzi. Zayn, Harry i Louis. Poznałam ich niedawno i przez przypadek. Po prostu Zayn do mnie podszedł tak jakby znał mnie od zawsze. Zaczęliśmy rozmawiać nawet nie wiem o czym, potem podszedł Harry, a za nim Louis. I tak się zaczęło. Zayn do mnie dzwonił. Postanowiłam do niego oddzwonić.
-No hej, Della.- Usłyszałam jego głos w słuchawce.
-Dzwoniłeś.- Powiedziałam i odchrząknęłam.
-Tak, chciałem się spytać czy robisz coś dzisiaj ciekawego.
-Nie. Jak zawsze.
-Okej to przyjadę po ciebie za godzinkę.- Chociaż go nie widziałam to czułam, że się uśmiechnął.
-Spoko. To do zobaczenia.- Rozłączyłam się. Wstałam z łóżka i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej jakieś stare ubrania. Poszłam do łazienki i uczesałam włosy, umyłam zęby. Do lodówki nawet nie zaglądam bo wiem, że i tak tam nic nie znajdę. Pochowałam najpotrzebniejsze rzeczy do starej, zniszczonej torebki.
O umówionej godzinie wyszłam z kamienicy. Na chodniku stał już sportowy samochód, w którym siedział Zayn. Gdy tylko mnie zobaczył od razu się uśmiechnął. Wsiadłam na miejsce pasażera.
-Hejka.- Powiedział.
-Cześć, gdzie chcesz mnie zabrać?- Zapytałam.
-Zobaczysz.- Odparł i ruszył.
Wjechaliśmy do tej bogatszej części Nowego Jorku. Mijaliśmy drogie sklepy, w których zrobienie zakupów było dla mnie marzeniem. Wyjechaliśmy z wysokich zabudowań. Było tu pełno nowoczesnych domków.
-Do czyjego domu jedziemy?- Spytałam gdy Malik zwolnił.
-Do mojego.- Uśmiechnął się. Nigdy jeszcze u niego nie byłam, ciekawe co było powodem tego, że mnie tu przywiózł. Wjechaliśmy na podjazd jednego z białych domów z wysokim żywopłotem. Na podjeździe stał czarny range rover od Harrego. Kiedyś już widziałam jego samochód. Zayn zaparkował. Wysiadł z auta i po chwili otworzył mi drzwi. Nie byłam przyzwyczajona do takiego traktowana, ale mi odpowiadało. Weszliśmy do domu. Był strasznie modernistycznie urządzony. Kolory jakie dominowały to biel, czerń i odcienie szarości. Weszliśmy do dużego pokoju. Na kanapie siedział Harry i jakiś blondyn.
-Hejka!- Krzyknął Styles i podbiegł by mnie uściskać.
-Emm hej.- Odpowiedziałam. Spojrzałam się na chłopaka o niebieskich oczach. On wstał i podszedł do Harrego.
-Ah tak! Della to jest Niall. Nasz przyjaciel.- Uśmiechnął się loczek.
-Siemanko.- Powiedział z zaskakująco cudownym, irlandzkim akcentem. Uśmiechnęłam się.
-Chcecie coś jeść?- Zapytał Zayn, który stał w kuchni.
-Jeszcze się pytasz?- Zaśmiał się Niall i podbiegł do niego.
-Ja nie chcę...- Szepnęłam, ale Harry chwycił mnie za nadgarstek i pociągnął w stronę kuchni.
-Oj wiem, że chcesz.
Zayn przyrządził nam naleśniki. Nie pamiętam kiedy ostatnio jadłam tak wyśmienite śniadanie. Po zjedzonym posiłku posprzątaliśmy wszystko. W pewnym momencie rozległ się dzwonek do drzwi. Zayn poszedł otworzyć.
-Zeeeeeeeen!- Usłyszałam krzyk Louisa w drzwiach.
-Tak, cześć stary.- Odpowiedział Malik. Louis przeszedł przez przedpokój i wszedł do salonu. Spojrzał się na mnie.
-O hej Della!- Uśmiechnął się nieskazitelnie. Nie wiem dlaczego oni się tak uśmiechali na mój widok.
-Lou.- Odpowiedziałam. Potem przywitał się z Hazzą i Niallem.
-To jakie plany na dzisiaj?- Zapytał Tomlinson rozsiadając się na sofie.
-Pojedziemy po Liama i coś wymyślimy.- Odpowiedział Niall.
-Emmm, przepraszam, ale kto to jest Liam?- Zapytałam patrząc się na nich.
-Ahh! Ty go jeszcze nie poznałaś! Zobaczysz, super gość z niego.- Odpowiedział mi Harry.
-To co jedziemy?- Zapytał Zayn.
-Oczywiście!- Pisnął Niall. Chłopcy ruszyli w stronę drzwi. Dziwne, że tak nagle wprowadzili mnie do swojej 'paczki'. Jeszcze nie powiedziałam im co robiłam w bliskiej przeszłości, ani jaka jest moja daleka przeszłość. Louis zatrzymał się w drzwiach i obrócił w moją stronę.
-Idziesz?- Spytał. Kiwnęłam lekko głową i przerzuciłam swoje brązowe włosy na prawe ramie. Podbiegłam do niego, a on zamknął za mną drzwi. Niall wsiadł do auta od Harrego, Zayn do swojego, a ja wraz z Lou do jego auta. Wyjechaliśmy z podjazdu wjeżdżając do centrum Nowego Jorku.
----------
Hejka! Jak wam się podobał pierwszy rozdział nowego fanfiction?
Liczę na komentarz! :)
~Haz



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz