Imagin z Louisem ♥
Mam 19 lat i właśnie wracam z uczelni. Idzie mi całkiem całkiem, no ale mogło być lepiej. Mogłoby być, ponieważ w Polsce było by łatwiej no ale niestety. Znaczy Londyn, a raczej jego obrzeża są też cudowne, ale tęsknie za ojczyzną. Tak jak codziennie zmierzam tą samą drogą do mojego małego mieszkanka w centrum. Mieszkam w nim w tygodniu, by mieć bliżej na uczelnie, a na weekend jeżdżę do mamy koło stolicy. Długa jazda autem się opłaciła. Miałam wielką ochotę przytulić się do matki. Wiem mam 19 lat i chce do mamusi, ale nie mam nikogo innego, tylko ona mi zostałam. Wszystkich przyjaciół zostawiłam w Polsce. Tu jestem niecały rok i mam kilku znajomych z uczelni. Jestem przed drzwiami, wzięłam głęboki wdech i otworzyłam je.
~ Jestem !!!~ Krzyknęłam, a od ścian obiło się echo.
~ Halo ? Mamo ? ~ Chodziłam po pokojach i szukałam rodzicielki. Wreszcie po poszukiwaniach przeszłam do kuchni, na blacie koło lodówki leżała biała kartka, wzięłam ją do rąk i zaczęłam czytać:
" Droga [T.I] ! Jestem na aukcji będę o 19.00, wiem obiecałam ci że spędzimy dużo czasu razem, no ale tak wyszło, nie gniewaj się na mnie proszę. W ramach spóźnienia, upichcimy coś razem na kolacje, tylko idź na zakupy, bo w lodówce świecą pustki. Kocham Cię bardzo! Mama."
Odłożyłam kawałek papieru.
~ Typowa mama...~ powiedziałam łapiąc powietrze. Napiłam się wody i ruszyłam na targ. Po drodze obiłam się o galerie, ale to jak zwykle. Wreszcie dotarłam. Uśmiechnięci ludzie przy każdym stoisku. Nie wiem jak oni to robią, czy pogoda, czy jest zimno, oni stoją i się szeroko uśmiechają. To trzeba dopiero być pozytywnym. Ja osobiście bym tak nie umiała. Ok bierzmy się za zakupy.
Trochę pomidorów, trochę ogórków, no i oczywiście marchewki!
po kilkunastu minutach byłam już gotowa. Zmierzałam więc do wyjścia. Po drodze potknęłam się o marchewkę, która najwidoczniej komuś wypadła. Podniosłam ją, ponieważ jak na marchewkę była bardzo ładna. Już miałam zamiar ją wkładać do siatki z warzywami.
~ O znalazłaś ją ~ Ktoś krzyknął przede mną. Podniosłam wzrok i ujrzałam..... Nic nie ujrzałam bo ta osoba na mnie wpadła.
~ Ała....!!~ powiedziałam trzymając się za głowę i siedzą na ziemi.~ Przepraszam, ale taki już jestem jak chodzi o marchewki~ powiedział do mnie brunet o jasnych i pięknych oczach. Podał mi rękę, wstałam i się poprawiłam.
~ Widzę że to twoje ulubione warzywo ~ wskazałam na jego siatkę przepełnioną aż po brzegi marchewkami.
~ Marchewki to cud.. ~ Zaśmiał się chłopak a ja razem z nim.
~ Louis jestem ~
~ [T.I] ~
~ Miło mi ~ uśmiechnął się do mnie. Jaki on ma cudny uśmiech.
~ Odprowadzić cię ?~
~ Ale ja mieszkam na obrzeżach i jestem tu autem ~ wytłumaczyłam się szybko.
~ No to cię odprowadzę do auta ~ powiedział, przechwytując moją siatkę. Wyszliśmy z targu i kierowaliśmy się na parking, ciągle rozmawiając. A raczej Lou ciągle gadał, no ale mi to nie przeszkadzało.
~ Wracając do marchewek, też je lubisz ?~ Spytał.
~ Uwielbiam. Są dobre i dobrze działają na oczy. ~ powiedziałam śmiejąc się. Louis skoczył przede mną i uklęknął.
~ Gdzieś ty była przez całe moje życie..... Wyjdziesz za mnie?~ Zaśmiałam się głośno, a on dalej klęczał.
~ Wstawaj ludzie patrzą ~ odpowiedziałam z uśmiechem.
~ Nie wstanę puki nie powiesz "Tak" ~ powiedział poważnie.
~ Louis znam cię zaledwie godzinę jak mogę za ciebie wyjść ?~ spytałam chłopaka.
~ Nie musisz od razu, ja po prostu chce wiedzieć że nikt cię nie weźmie i w przyszłości będziesz moja~
~ Jak powiem tak, to wstaniesz? ~
~ Ależ oczywiście !!~
~ No to TAK!~ odpowiedziałam z litością. Louis wstał skacząc i mocno mnie przytulił. Nie wiedziałam co robić więc nie odwzajemniłam tego. ~ Pamiętaj, jesteś moja~ wyszeptał mi przyjemnie do ucha. Dopiero teraz wtuliłam się w jego tors. Tommo puścił mnie, po czym złapał za rękę.
~ Co ty robisz? ~ spytałam zmieszana sytuacją.
~ No odprowadzam narzeczoną do auta ~ odpowiedział z boskim uśmiechem.
~ Aha... okey...~ odparłam. Szliśmy tak jeszcze kawałek zbliżając się do pojazdu. Czułam się dziwnie, ale za każdym razem jak zerkałam na bruneta to uśmiechałam się automatycznie. Czułam się szczęśliwa pierwszy raz jak jestem po za ojczyzną. Doszliśmy do samochodu. Stanął przede mną, a nasze oczy nabrały jeden kierunek.
~ Daj telefon ~ powiedział z wyciągniętą ręką.
~ Po co? ~
~ Daj, po prostu ~ odparł z uśmiechem. Dałam mu. On coś tam wystukał i mi oddał.
~ Proszę ! Teraz masz narzeczonego ~
Popatrzyłam się w wyświetlacz telefonu. Louis zapisał mi swój numer i podpisał się: Kochany Narzeczony <33. Zaśmiałam się pod nosem i schowałam komórkę.
~ No to jadę ~ powiedziałam. ~ Ty też pamiętaj, że masz narzeczoną ~ powiedziałam z uśmiechem.
~ Tak będę pamiętać, i czekać na nią ~ powiedział to tak słodko że miałam ochotę go pocałować.
~ Dziękuje za wszystko ~ pocałowałam go w policzek i wsiadłam to auta. Louis zarumienił się i pomachał na pożegnanie. Do domu wracałam prze szczęśliwa. On jest niesamowity. Nie myślałam w tamtym momencie o przyszłości tylko cieszyłam się chwilą. Dojechałam. Weszłam do domu o oparłam się o drzwi. Mama wyszła mi na przeciw.
~ Hej kochanie, co kupiłaś ?~ spytała miło.
~ Marchewki.....~ odrzekłam z uśmiechem.
/IrishGirl♥


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz