środa, 30 października 2013

Story Of My Life #1

Jak już wiecie z informacji, które zamieściła Mrs.Stylinson, zachodzą tu niespodziewane zmiany. Oczywiście będę dalej pisać Imaginy, jak chcecie to komentujcie (pod jakimkolwiek postem :> ) a dostaniecie na życzenie dedyka. 
Mam nadzieje , że Story Of My Life się spodoba. Skąd taki tytuł? No więc, nczątku nie myślałam o tytule nowej piosenki wydanej przez 1D, ale tytuł zdecydowanie odnosi się do tego o czym te opowiadanie będzie :D
No to więc Zapraszam ! :)
a po
Story Of My Life
 Mam na imię Lucy. Tak, jestem z Polski. Znaczy trudno to określić, bo jak dotąd nie miałam stałego miejsca zamieszkania. Gdy miałam 2 lata wyprowadziliśmy się do Norwegii i tam się początkowo wychowałam. Gdy ukończyłam 8 lat wróciliśmy do ojczyzny. W Polsce też  nie miałam stałego domu, wy prowadzałam się z jednego miasta i wprowadzałam do drugiego i tak w kółko. Jednak już od półtora roku mieszkam w okolicach Poznania. I to chyba najdłuższy okres, mieszkania w danym mieście. We wszystkich miastach jakich byłam jest pięknie. Każdy się wyróżnia w swój specyficzny sposób. 

Skąd te imię? A więc, tak jestem polką, ale mój tata właśnie pochodzi z Norwegii i mama postanowiła, że ładnie więc tak zostało. W sumie nie jest złe, tak czy inaczej nie narzekam. 
Jeśli chodzi o szkołe to przeważnie miałam nauczanie indywidualne, nie przeszkadzało mi to, ale czułam się odgrodzona, czułam się jakaś inna, że nie mogłam bawić się z innymi dziećmi.  Nie umiałam nauczyć się ojczystego języka w Norwegii, był dla mnie za trudny. W domu rozmawialiśmy po polsku, a nie miałam styczności z rówieśnikami, więc nie miałam JAK nauczyć się tego języka. 

Może miałam trudno, ale starałam się tego nie okazywać, ponieważ wiedziałam że inne dzieci mają gorzej ode mnie. Narzekanie, tupanie nogą i płakanie  z mojej strony, pokazało by tylko że jestem rozpuszczonym bachorem, a tak wcale nie było. 
Chodziłam bardzo często do psychologów, bo moja mama martwiła się czy te przeprowadzki mi nie szkodzą. Wszystko było ze mną w porządku, każdy psycholog u którego byłam był zdumiony z jakim łatwym podejściem podchodzę do życia,  zawsze odpowiadałam tym samym ' W wielu miejscach byłam i dużo widziałam '. Uczyłam się normalnie tak jak na swój wiek, ale inteligencją przewyższałam nie jednego nastolatka. 
 Nie mam przyjaciół, bardzo trudno zyskać moje zaufanie. Ale też bez przesady, miałam oczywiście znajomych. Chodziłam na dyskoteki i przyjęcia. Ale na przykład nigdy nie byłam na ślubie czy na randce. 
Nie miałam nigdy chłopaka. Nie zaznałam tej miłość. Nie zostałam zaproszona na bal, chociaż wiem że te czasy już nie wrócą, wiem że nastolatkiem jest się tylko raz. Ale nie cofnę czasu. Owszem żałuje. Miłość jest ważna, oczywiście, jednak wiem że ta osoba jest tam gdzieś na tej planecie. Trzeba być tylko cierpliwym i nie tracić nadziej.  

Lubie swoje życie, mogło być gorzej. Kocham moją rodzinę i tutejszych ludzi, którzy mnie otaczają. Jednak jest ta jedna rzecz, która napaja mnie szczęściem, która sprawia że za każdym razem pojawia się na mojej twarzy promienny uśmiech. Muzyka. Tak to ona daje mi tyle radości. Staram się robić wszystko co z nią jest związane. Tańczę , gram, a przede wszystkim śpiewam. Ciągle jak nikogo nie ma w domu, korzystając z okazji, puszczam na cały regulator muzykę i śpiewam. Nie wiem jak to robię, nie mogę sama siebie ocenić. Nie spytam się rodziny, bo dla nich to strata czasu i ich zdaniem powinnam zająć się sprawami które ułatwią mi życie. Jestem samoukiem,  wszystkiego uczę  się sama. To nie tak że nikt nie chce mi pomóc, ale ja tego nie chce, co innego z muzyką to inna bajka. 

Co do pieniędzy, to nie jestem najbogatsza. Nie mam markowych ciuchów i nie chodzę codziennie w czymś innym. Jestem przeciętną nastolatką, która ma podróby vansów i pasje. Na każdą upragnioną rzecz jak na przykład conversy, vansy czy jakiś lepszy telefon zbieram całkiem sama. Nie z kieszonkowego, bo go nie mam, z prac jako niania czy na targu. Jestem zadowolona bo rodzice mają pieniądze też na siebie chociaż mają ich mało. 

Mam dużo marzeń. Ja nimi żyje od tego trzeba zacząć. To jest moje motto "Żyj marzeniami". Nie rozumiem ludzi którzy je tracą po jednej czy dwóch nie udanych próbach. Trzeba walczyć aż do skutku, a napewno się uda. Ja o swoje dopiero zacznę, bo nareszcie wkroczyłam w świat dorosłych.... 

/IrishGirl♥   

1 komentarz:

Szablon by S1K