niedziela, 1 grudnia 2013

End Time cz.2




Krzyki i uderzanie chłopaków w drzwi ucichły. Chyba poprzestali. I tak bym nie wyszedł, nie teraz. Łzy kapały mi po policzkach, zimne, słone łzy. Nie lubię płakać. Ale ostatnio przytrafia mi się to częściej i to wszystko z tego samego powodu, Louis... To uczucie jakim go darzę zabija mnie od środka. Z każdym dniem mam ochotę nie wstawać, nie myśleć, nie żyć. Może to się wydawać idiotyczne, ale nie raz miałem myśli samobójcze. Harry ogarnij się! Ledwo co widziałem przez łzy. Wziąłem telefon który leżał na stoliku nocnym i zadzwoniłem do Eda.
-Halo?- Usłyszałem głos przyjaciela. Ed wspiera mnie od samego początku, od momentu gdy mu powiedziałem że kocham Louisa. Nie żeby Liam, Niall i Zayn mnie nie wspierali, ale oni są jak bracia i czasami mam ochotę wygadać się komuś kogo widuje rzadko.
-E-Ed...- Wyjąkałem pociągając nosem.
-Boże Harry. Płaczesz! Co się stało?- Jego ton głosu od razu zmienił się w łagodny.
-L-Louiss...- Nie potrafię dobrać słów w zdania, ale Ed zrozumiał o co mi chodzi.
-Już do ciebie jadę... czekaj jesteś w domu?-
-T-tak...- Rozłączył się. Wdrapałem się na łóżko. Położyłem się, a łzy zaczęły mi się wylewać w poduszkę.

***
Było już ciemno. Jeszcze ze łzami w oczach siedziałem w salonie. Chłopcy właśnie odprowadzali Eda do wyjścia. Usłyszałem ich rozmowę.
-Uważajcie na niego.- Powiedział rudzielec.
-Odebrał to nawet dobrze.- Odpowiedział Zayn.
-No właśnie...- Ed przerwał bo zauważył że patrzę się w ich stronę. Uśmiechnął się i wyszedł. Chłopcy wrócili do salonu. Niall usiadł koło mnie. Nie spuszczał ze mnie wzroku. Zayn udał się do łazienki, a Liam zaczął robić herbatę. W końcu usiedli wszyscy koło mnie. Siedzieliśmy w ciszy. Co jakiś czas podnosiłem na nich swoje spojrzenie. Nagle usłyszałem dźwięk samochodu na podjeździe. Zayn wstał i podszedł do okna.
-Kto to?- Zapytał Niall. Zayn obrócił się na pięcie i cicho powiedział.
-Louis.- Gdy usłyszałem to imię automatycznie wstałem i popędziłem po schodach do sypialni. Nie zamknąłem do końca swoich drzwi. Kucnąłem przy nich i przez szparkę patrzyłem na schody wsłuchując się w rozmowę chłopców. Drzwi wejściowe otworzyły się i było tylko słychać krzyk Louisa.
-Wróciłem!- Na dźwięk jego przepięknego głosu z oczu wylała mi się kolejna fala łez.
-Hej Lou! Gratulacje!- Podszedł do niego Zayn i poklepał mu po ramieniu.
-Hę?- Przekręcił głowę.
-No zaręczyn!- Krzyknął Liam podchodząc do nich.
-A tak, tak.- Powiedział delikatnie Louis. Nie mam już siły dalej słuchać ich rozmowy. Zatrzasnąłem drzwi pozostawiając pokój w mrocznej ciemności.

***

 Rano promienie słońca zaczęły przebijać się przez firanki w moim pokoju. Delikatnie otworzyłem jedno oko, a potem drugie. Dłońmi przetarłem twarz. Mój wzrok utkwił na nadgarstkach... pulsowały krwią która wczoraj w nocy z nich wyciekała... Nie wiem dokładnie dlaczego to zrobiłem. Nie chciałem się ciąć. Nie toleruję samookaleczenia się, ale nie wiedziałem jak inaczej wyładować ból we mnie zawarty. Podniosłem się do pozycji siedzącej i lewą ręką chwyciłem za prawy nadgarstek. Ścisnąłem lekko skórę i z rany wydobyła się malutka, pojedyncza kropla krwi. Zsunęła się po skórze i spadła na śnieżno białą pościel, pozostawiając po sobie czerwoną plamę. Harry co ci odwala!? Obróciłem się na brzuch i spojrzałem na wyświetlacz zegara. 10:00. Wszyscy już pewnie wstali. No oprócz Nialla. On nigdy szybko nie wstaje. Wysunąłem nogi z pod kołdry i postawiłem je na dywanie. Nie chce mi się z tąd wychodzić. Pewnie Louis jest w domu, a nie chcę go widzieć. Nie chcę płakać... Długo się nie zastanawiałem i z powrotem wlazłem pod kołdrę chowając głowę w ogromnych poduszkach. Długo tak sobie nie poleżałem bo ktoś zaczął pukać mi do pokoju.
-Harry...- Rozpoznałem że to Niall. Wstał dopiero bo miał jeszcze bardzo zachrypnięty głos. Uchylił drzwi i wszedł. Schowałem szybko ręce pod kołdrę. Nie chcę by chłopcy to zobaczyli. To mój problem i dam sobie z nim radę.
-Jak się spało?- Zapytał blondyn.
-A jak myślisz..- Zdałem sobie sprawę że mój głos zabrzmiał dziwnie i odchrząknąłem.
-Źle?- Powiedział Niall przeczesując ręką włosy.
-Dlaczego wszystko piszesz od razu na złe?- Zapytałem z uśmiechem.
-Bo wczoraj strasznie płakałeś. Martwimy się o ciebie.-
-Ale jak widzisz wszystko ze mną w porządku.- Uśmiechnąłem się próbując ukryć ból zawarty we mnie.
-To dobrze.- Odwdzięczył uśmiech Horan.
-Eeee! Śniadanie!- Z kuchni doszedł krzyk Liama. Niall wstał i w progu drzwi się do mnie obrócił.
-Idziesz?- Zapytał. Spuściłem głowę. Niall westchnął. -Louis jeszcze nie wstał.- Na wypowiedziane imię oczy mi się zaświeciły, ale nie od iskierki jaka kiedyś zawsze miała miejsce gdy ktoś wymówił jego imię przy mnie, lecz od łez.
-Zaraz zejdę.- Powiedziałem w końcu. Blondyn się uśmiechnął i wyszedł z mojego pokoju. Wstałem z łóżka i ubrałem się w czarne rurki i koszulę w kratkę. Wyszedłem z pokoju przystając na chwilę przy drzwiach pokoju Lou.
Kiedyś zawsze budziłem się jako pierwszy i biegłem do jego pokoju wskakując koło niego pod pościel.

-Louis!- Krzyknąłem rzucając się na starszego z uśmiechem na twarzy.
-Harry... to znowu ty?- 
-Jeśli chcesz to mogę wyjść i nie wrócić...- Westchnąłem przekręcając oczami. 
-Nie!- Wstał i chwycił mnie w pasie. -Wszystko byś został!- Przytulił się do mnie mocno. Rumieńce rozpaliły moje policzki. Obróciłem się do niego twarzą. Lou mnie puścił i siedzieliśmy wpatrzeni w swoje oczy. Jego piękne niebieskie oczy... Nagle Louis wziął do rąk wielką poduszkę i uderzył nią mnie.
-Ała! A za co to?!- Pisnąłem.
-Tak o!- I znów dostałem z poduszki. Zaczęliśmy się głośno śmiać. Wziąłem w dłonie inną poduszkę i oddałem Lou. I tak zaczęła się wielka wojna. Biliśmy się tak długo, aż jakaś poszewka pękła i wleciała z niej fala pierzy. Pióra rozleciały się po całym pokoju, a chwilę ciszy przerwał nasz śmiech.

Piękne czasy. Westchnąłem i wszedłem do łazienki.
/Mrs. Stylinson

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon by S1K