~Perrie~
Wgramoliłam się na łóżko i przykryłam się aż do szyi purpurową, jedwabnie gładką kołdrą. Łza spłynęła mi po policzku, a oczy z rozpaczy same się zamknęły.
Po kilku godzinach, drzwi do mieszkania otworzyły się. Wytarłam szybko ręką tusz pod oczami i przeszłam do pozycji siedzącej. Zayn wszedł do pokoju rzucając torbę i kurtkę w kąt. Spojrzał na mnie.
-Co się stało?- Usiadł obok mnie przytulając mnie obiema rękami.
- Źle się czuje
- To dla poprawienia humoru zabiorę Cię gdzieś- Zayn w podskokach wstał z łóżka. Podniosłam na niego wzrok.
-Może jutro, dobrze?
- No dobrze- zrobił dziwną minę drapiąc się po głowie i zarazem przeciągając się.
Chłopak poszedł w stronę łazienki. Przeczesałam ręką włosy i udałam się do kuchni. Nalał szklankę wody i oparłam się o blat. Zayn wyszedł z łazienki w ręczniku i także nalał sobie wody.
-Gdzie chcesz mnie jutro zabrać ? -spytałam.
- No to niespodzianka - chłopak zaśmiał się. Przybliżył się do mnie odkładając po kolei swoją a potem moją szklankę z napojem. Nasze usta zetknęły się. Nagle w pokoju rozległ się dzwonek telefonu. Automatycznie przerwaliśmy pocałunek w pokerowych minach.
-Miałaś mieć wolne - Zayn oparł się dwoma rękami o blat ze spuszczoną głową.
- Skąd wiesz że to z pracy ?- wzięłam telefon do ręki i popatrzyłam rozpaczliwie na narzeczonego.
-Wiedziałem, no proszę oddzwoń- walnął z pięści w stół i poszedł szybkim krokiem do sypialni.
Śledziłam go wzrokiem aż po same drzwi z pokoju. Moje serce zabolało, a mój wzrok znowu spoczął na telefonie. Drżącą ręką wybrałam numer żeby oddzwonić.
-Słucham- podciągnęłam nosem
-Przepraszam Pezz, wiem że będziesz niezadowolona ale jutro w LA mamy wywiad, musisz być, a potem dam Ci tyle wolnego ile chcesz
- No ale...
-Perrie, pomyśl o dziewczynach
-Dobrze- rozłączyłam się i rzuciłam telefonem o sofe. Zasłoniłam twarz rękami, a moje nogi nie były już sprawne żeby stać. Przewróciłam się na ziemie, po czym szybko oparłam się o sofe i skuliłam najbardziej jak mogłam. Nagle w salonie zrobiło się jaśniej, podniosłam wzrok a przede mną kucał Zayn.
-Przepraszam Perrie - pogłaskał mnie po policzku.
- To nie twoja wina - Trudno było mi mówić, cała zalana łzami.
-Mam tą samą sytuację, jestem w zespole i..
- Ale ty masz czas dla rodziny, przyjaciół i dziewczynę, a ja nie- przerwałam mu wstając.
-Perrie to nie tak - stanął na przeciwko mnie.
- Dobra mniejsza z tym, obiecuje że jak tylko wrócę, pojedziemy gdzieś daleko - czułam że mam przemoczone i czerwone oczy. Rzuciłam się na chłopaka, a ten mnie automatycznie objął.
-Sami- dodałam w jego objęciach.
***
Następnego dnia stałam już na lotnisku. Wszędzie tłumy, ale jakoś dzisiaj nie przeszkadzało mi to za bardzo. Trzymałam mocno jego rękę i nie miałam zamiaru ją puścić. Pod samym wejściem widziałam już dziewczyny i całą naszą ekipe. Cała trójka była tka samo "szczęśliwa" jak ja. Pocałowałam jeszcze Zayn'a i ruszyłam do reszty.
Jego wzrok nie chciał mnie opuścić.
~Zayn~
No więc, miałem czas wolny. Moja druga połówka jest już ileś set kilometrów oddalona ode mnie, ale to tylko 3 dni. Westchnąłem.
Stałem przed drzwiami własnego domu, wgapiony stępionym wzrokiem w klamkę. Po chwili otrząsając się wróciłem do rzeczywistości. Kurtkę rzuciłem na schody, a ja skoczyłem na sofe włączając zarazem TV. "
I tak będą wyglądać całe te 3 dni ?" - spytałem sam siebie.
"Ja mam wolne jeszcze 2 tygodnie" - wstałem wziąłem ponownie kurtkę i ruszyłem w miasto.
Po pewnym czasie byłem już u kumpli, bardziej u kuzynów. Bez namysłu poszliśmy w miasto. Nie obeszło się bez alkoholu, bawiłem się jak za dawnych lat, gdy miałem więcej czasu wolnego.
Tylko chwila. Tylko moment. Chwiejnym krokiem, lecz zdrowym umysłem, doszedłem do domu. Bez jakiegoś zbędnego ogarnięcia się, od razu poszedłem spać. Sam.
Następnego dnia, gdy nawet słońce nie zawitało w mojej sypialni, zostałem zmuszony do wstania. Ktoś natarczywie dobijał się do drzwi. Ubrałem szybko koszulkę zwisającą na krześle, a spodnie miałem już na sobie i udałem się do drzwi, bo huk był nieznośny. Otwierając przetarłem jeszcze oczy. Od razu poznałem blondynkę.
-O cześć Cortney!- odpowiedziała mi cisza. Dziewczyna podniosła wzrok i dopiero teraz na jej czerwonej twarzy dostrzegłem te pełne łez brązowe tęczówki.
-Wejdź co się stało!?- Blondynka zrobiła tylko krok do przodu.
-Perrie..- wydukała ledwo. Otworzyłem szeroko oczy i zacisnąłem mocniej dziewczyne za ramiona.
- Perrie miała wypadek, komplikacje przy lądowaniu, jest w szpitalu w ciężkim stanie..- puściłem dziewczyne i z prędkością światła ruszyłem do auta. Moje oczy coraz bardziej zachodziły łzami i lekką mgłą. Wycierałem je za każdym razem. Jeszcze czułem alkohol, ale ignorowałem to. Ignorowałem światła, ludzi, inne pojazdy. Mój cel w tej chwili był szpital. Była Perrie.
Auto zostawiłem otwarte, nawet nie pamiętam czy zaciągnąłem ręczny. Pognałem do wnętrza budynku. Z czerwonymi oczami jak u narkomana, z twarzą pełną bólu i smutku, rzuciłem się na biurko recepcji.
-Perrie, Perrie Edwards!- krzyczałem.
-Proszę, się uspokoić!- pielęgniarka była chyba bez serca. Spojrzałem w prawo, a lekarz chyba od razu mnie poznał.
-Pan Malik, Zayn Malik? - spytał w prawie biegu. Ruszyłem w jego kierunku.
-Tak to ja . Gdzie moja narzeczona ?!-

-Jest w bardzo ciężkim stanie- doktor spuścił wzrok. Po chwili doszliśmy do pomieszczenia, z dużą szklaną szybą. Zobaczyłem pełno maszyn i jedno łóżko, a nim Pezz.
-Mogę ją zobaczyć?!- zwróciłem się do lekarza.
-Przykro mi, na razie nie-
Po pewnym czasie, byłem praktycznie przyklejony do tej szyby, nie odstąpiłem jej na krok.
4 godziny minęły, a ja zmęczony ciągłym patrzeniem się na łóżko, usiadłem na krzesło nieopodal z grobową miną i oczami przepełnionymi łzami. Spojrzałem w lewo i ten sam lekarz, szedł w moim kierunku. usiadł obok mnie, a jego oczy były pełne smutku.
-Przykro mi..- na te słowa automatycznie się wyprostowałem.
-Co się stało?!-
-Dziecka się nie dało uratować- spojrzałem na ziemie.
-Dziecka?- spytałem sam siebie.
-Perrie miała Ci powiedzieć jak wróci- usłyszałem głos za mną, odwróciłem się i ujrzałem zdyszaną i tak samo zalaną łzami jak ja Cortney. Blondynka podeszła do szyby. Oparłem się o kolana i ze spuszczoną głową, milczałem. Mijało coraz więcej godzin, a ja od szyby do krzeseł chodziłem tam i z powrotem. Było już późno, Cortney zasnęła na krześle. Sektor w którym się znajdowaliśmy został zamknięty, mieli do niego dostęp tylko bliscy i personel. Późna godzina a tłumów na zewnątrz tylko przybywało. Jedni radośni, nie zdający sobie sprawy z powagi sytuacji, inni jednak z grobowymi minami i ze świeczkami.
-Zayn!- usłyszałem krzyk za plecami. Odwróciłem sie i zobaczyłem jak Liam idzie szybkim krokiem w moim kierunku.
-Ciężko było się tu dostać, Niall rozmawia z rodzinami dziewczyn podobno Jesy nie żyje, Harry i Louis uspokajają tłumy, co się stało ?!-
- Miały wypad..- Nagle coś zaczęło głośno piszczeć. Cortney zerwała się na proste nogi, a lekarze z paroma pielęgniarkami wbiegli do pomieszczenia gdzie była Perrie. Jeden lekarz powiedział coś do drugiego i ruszyli z łóżkiem. Dobiegłem do nich.
-Co się stało!? Gdzie ją zabieracie?!- Non stop krzyczałem.
-Na blok operacyjny- lekarz odwrócił się, zamknął za sobą drzwi, a ja przez tylko małą szybkę widziałem bladą twarz mojej narzeczonej jak odjeżdżała. Liam objął mnie ramieniem nie ukrywając łez. Wryty w ziemie, patrzyłem się na drzwi. Po godzinie zdecydowałem się usiąść na pobliskie krzesło zaraz obok blondynki. Ciągle przecierałem oczy.
-Dziecko?-
-Chciała ci powiedzieć, ona sama była w szoku..- Cortney przeczesała włosy do tyłu. Drzwi otworzyły się. Lekarz ściągnął maskę.
-Przykro mi próbowaliśmy wszystkiego..- Nie miałem już łez.
"Prosze zostań ze mną"
><><><><><><>><<>><><><><><><><><><><
Mam nadzieje, że taki koniec jest szokiem bo o to chodziło po części ;) Będzie jeszcze dodatek do tego ff o ile się podoba :D Miłego czytania! xx
PS: Zmieniam 'podpis' z Irishgirl na Hori :)
-Hori.