niedziela, 27 kwietnia 2014

Bohaterowie- Time To Be Impossible



Jasmine Brows -

"Jestem normalną nastolatką, która mieszka
w normalnym mieście, w stanie Pennsylvania. 
Przeżyłam ciężką chwile, która 
zmieniła wszystko"



Sam White -

"Jestem najlepszą przyjaciółką Jas, znamy się od małego.
Jestem odważna, ale czasami odwaga i ryzyko 
przynosi pecha i ból dla bliskich" 



Brian Brows -

"Jestem starszym bratem Jasmine. 
Można powiedzieć, że zastępuje jej
ojca, którego nigdy nie mieliśmy. Ona
jest moim oczkiem w głowie, tak jak Emma." 



Zoe Mit - 

"Po dołączeniu Jas do trzynastki, jestem jej przyjaciółką. 
Wszyscy mówią że jestem słodka, staram
się być miła dla wszystkich, a przede
wszystkim być podporą dla
Jasmine"




Martin Lee - 

"Po dołączeniu Jas do trzynastki, jestem jej przyjacielem, 
tak przynajmniej mi się wydaje. Lubię 
dziewczyny ale tylko jedna
może mi ukraść serce"

                          
                                     Erin -                                                           Oliver - 

        "Jasmine to świetna dziewczyna,         "Jestem najlepszym przyjacielem Erin'a
staram się, jej to pokazywać.       lubię dziewczyny i to nawet bardzo,
Znam ją od trzynastki.       a Jas jest jedną z nich, no więc."
Jestem z nią od początku                                                            
i będę do końca"                                                            



Grace - 

"Zoe jest moją przyjaciółką odkąd 
pamiętam. Lubie być w
centrum uwagi. Jednak bardzo nie 
lubię gdy ktoś wchodzi mi w drogę, a 
Jas jest nowicjuszką" 



Jack -

"Brian to mój kumpel z piaskownicy, 
mógłbym mu nawet nerkę oddać, a
Jasmine to nadal moja mała księżniczka
z którą byłem zawsze"  


Emma - 

"Jestem przyjaciółką Jack'a i Brian'a,
jak i dziewczyną Brian'a. Z Jas
dogaduje się bardzo dobrze, 
jest jej ciężko po tym, a 
teraz staram się ją wspierać "


Inni bohaterowie będą odkrywani w trakcie pisania :) 

~Hori


wtorek, 22 kwietnia 2014

Stay With Me #3

~Perrie~
Wgramoliłam się na łóżko i przykryłam się aż do szyi purpurową, jedwabnie gładką kołdrą. Łza spłynęła mi po policzku, a oczy z rozpaczy same się zamknęły.
Po kilku godzinach, drzwi do mieszkania  otworzyły się. Wytarłam szybko ręką tusz pod oczami i przeszłam do pozycji siedzącej. Zayn wszedł do pokoju rzucając torbę i kurtkę w kąt. Spojrzał na mnie.
-Co się stało?- Usiadł obok mnie przytulając mnie obiema rękami.
- Źle się czuje
- To dla poprawienia humoru zabiorę Cię gdzieś- Zayn w podskokach wstał z łóżka. Podniosłam na niego wzrok.
-Może jutro, dobrze?
- No dobrze- zrobił dziwną minę drapiąc się po głowie  i zarazem przeciągając się.
Chłopak poszedł w stronę łazienki. Przeczesałam ręką włosy i udałam się do kuchni. Nalał szklankę wody i oparłam się o blat. Zayn wyszedł z łazienki w ręczniku i także nalał sobie wody.
-Gdzie chcesz mnie jutro zabrać ? -spytałam.
- No to niespodzianka - chłopak zaśmiał się. Przybliżył się do mnie odkładając po kolei swoją a potem moją szklankę z napojem.  Nasze usta zetknęły się. Nagle w pokoju rozległ się dzwonek telefonu. Automatycznie przerwaliśmy pocałunek w pokerowych minach.
-Miałaś mieć wolne - Zayn oparł się dwoma rękami o blat ze spuszczoną głową.
- Skąd wiesz że to z pracy ?- wzięłam telefon do ręki i popatrzyłam rozpaczliwie na narzeczonego.
-Wiedziałem, no proszę oddzwoń- walnął z pięści w stół i poszedł szybkim krokiem do sypialni.
Śledziłam go wzrokiem aż po same drzwi z pokoju. Moje serce zabolało, a mój wzrok znowu spoczął na telefonie. Drżącą ręką wybrałam numer żeby oddzwonić.
-Słucham- podciągnęłam nosem
-Przepraszam Pezz, wiem że będziesz niezadowolona ale jutro w LA mamy wywiad, musisz być, a potem dam Ci tyle wolnego ile chcesz 
- No ale...
-Perrie, pomyśl o dziewczynach 
-Dobrze- rozłączyłam się i rzuciłam telefonem o sofe. Zasłoniłam twarz rękami, a moje nogi nie były już sprawne żeby stać. Przewróciłam się na ziemie, po czym szybko oparłam się o sofe i skuliłam najbardziej jak mogłam. Nagle w salonie zrobiło się jaśniej, podniosłam wzrok a przede mną kucał Zayn.
-Przepraszam Perrie - pogłaskał mnie po policzku.
- To nie twoja wina - Trudno było mi mówić, cała zalana łzami.
-Mam tą samą sytuację, jestem w zespole i..
- Ale ty masz czas dla rodziny, przyjaciół i dziewczynę, a ja nie- przerwałam mu wstając.
-Perrie to nie tak  - stanął na przeciwko mnie.
- Dobra mniejsza z tym, obiecuje że jak tylko wrócę, pojedziemy gdzieś daleko - czułam że mam przemoczone i czerwone oczy. Rzuciłam się na chłopaka, a ten mnie automatycznie objął.
-Sami- dodałam w jego objęciach.
***

Następnego dnia stałam już  na lotnisku. Wszędzie tłumy, ale jakoś dzisiaj nie przeszkadzało mi to za bardzo. Trzymałam mocno jego rękę i nie miałam zamiaru ją puścić. Pod samym wejściem widziałam już  dziewczyny i całą naszą ekipe. Cała trójka była tka samo "szczęśliwa" jak ja. Pocałowałam jeszcze Zayn'a i ruszyłam do reszty. 
Jego wzrok nie chciał mnie opuścić.

~Zayn~
No więc, miałem czas wolny. Moja druga połówka jest już ileś set kilometrów oddalona ode mnie, ale to tylko 3 dni. Westchnąłem.
Stałem przed drzwiami własnego domu, wgapiony stępionym wzrokiem w klamkę. Po chwili otrząsając się wróciłem do rzeczywistości. Kurtkę rzuciłem na schody, a ja skoczyłem na sofe włączając zarazem TV.   "I tak będą wyglądać całe te 3 dni ?" - spytałem sam siebie. "Ja mam wolne jeszcze 2 tygodnie" - wstałem wziąłem ponownie kurtkę i ruszyłem w miasto.
Po pewnym czasie byłem już u kumpli, bardziej u kuzynów. Bez namysłu poszliśmy w miasto. Nie obeszło się bez alkoholu, bawiłem się jak za dawnych lat, gdy miałem więcej czasu wolnego. Tylko chwila.  Tylko moment. Chwiejnym krokiem, lecz zdrowym umysłem, doszedłem do domu. Bez jakiegoś zbędnego ogarnięcia się, od razu poszedłem spać. Sam.
Następnego dnia, gdy nawet słońce nie zawitało w mojej sypialni, zostałem zmuszony do wstania. Ktoś natarczywie dobijał się do drzwi. Ubrałem szybko koszulkę zwisającą na krześle, a spodnie miałem już na sobie i udałem się do drzwi, bo huk był nieznośny. Otwierając przetarłem jeszcze oczy. Od razu poznałem blondynkę.
-O cześć Cortney!- odpowiedziała mi cisza. Dziewczyna podniosła wzrok i dopiero teraz na jej czerwonej twarzy dostrzegłem te pełne łez brązowe tęczówki.
-Wejdź co się stało!?- Blondynka zrobiła tylko krok do przodu.
-Perrie..- wydukała ledwo. Otworzyłem szeroko oczy i zacisnąłem mocniej dziewczyne za ramiona.
- Perrie miała wypadek, komplikacje przy lądowaniu, jest w szpitalu w ciężkim stanie..- puściłem dziewczyne i z prędkością światła ruszyłem do auta. Moje oczy coraz bardziej zachodziły łzami i lekką mgłą. Wycierałem je za każdym razem. Jeszcze czułem alkohol, ale ignorowałem to. Ignorowałem światła, ludzi, inne pojazdy. Mój cel w tej chwili był szpital. Była Perrie.
Auto zostawiłem otwarte, nawet nie pamiętam czy zaciągnąłem ręczny. Pognałem do wnętrza budynku. Z czerwonymi oczami jak u narkomana, z twarzą pełną bólu i smutku, rzuciłem się na biurko recepcji.
-Perrie, Perrie Edwards!- krzyczałem.
-Proszę, się uspokoić!- pielęgniarka była chyba bez serca. Spojrzałem w prawo, a lekarz chyba od razu mnie poznał.
-Pan Malik, Zayn Malik? - spytał w prawie biegu. Ruszyłem w jego kierunku.
-Tak to ja . Gdzie moja narzeczona ?!-
-Jest w bardzo ciężkim stanie- doktor spuścił wzrok. Po chwili doszliśmy do pomieszczenia, z dużą szklaną szybą. Zobaczyłem pełno maszyn i jedno łóżko, a nim Pezz.
-Mogę ją zobaczyć?!- zwróciłem się do lekarza.
-Przykro mi, na razie nie-
Po pewnym czasie, byłem praktycznie przyklejony do tej szyby, nie odstąpiłem jej na krok.
4 godziny minęły, a ja zmęczony ciągłym patrzeniem się na łóżko, usiadłem na krzesło nieopodal z grobową miną i oczami przepełnionymi łzami. Spojrzałem w lewo i ten sam lekarz, szedł w moim kierunku. usiadł obok mnie, a jego oczy były pełne smutku.
-Przykro mi..- na te słowa automatycznie się wyprostowałem.
-Co się stało?!-
-Dziecka się nie dało uratować- spojrzałem na ziemie.
-Dziecka?- spytałem sam siebie.
-Perrie miała Ci powiedzieć jak wróci- usłyszałem głos za mną, odwróciłem się i ujrzałem zdyszaną i tak samo zalaną łzami jak ja Cortney. Blondynka podeszła do szyby. Oparłem się o kolana i ze spuszczoną głową, milczałem.  Mijało coraz więcej godzin, a ja od szyby do krzeseł chodziłem tam i z powrotem. Było już późno, Cortney zasnęła na krześle. Sektor w którym się znajdowaliśmy został zamknięty, mieli do niego dostęp tylko bliscy i  personel. Późna godzina a  tłumów na zewnątrz tylko  przybywało. Jedni radośni, nie zdający sobie sprawy z powagi sytuacji, inni jednak z grobowymi minami i ze świeczkami.
-Zayn!- usłyszałem krzyk za plecami. Odwróciłem sie i zobaczyłem jak Liam idzie szybkim krokiem w moim kierunku.
-Ciężko było się tu dostać, Niall rozmawia z rodzinami dziewczyn podobno Jesy nie żyje, Harry i Louis uspokajają tłumy, co się stało ?!-
- Miały wypad..- Nagle coś zaczęło głośno piszczeć. Cortney zerwała się na proste nogi, a lekarze z paroma pielęgniarkami wbiegli do pomieszczenia gdzie była Perrie. Jeden lekarz powiedział coś do drugiego i ruszyli z łóżkiem. Dobiegłem do nich.
-Co się stało!? Gdzie ją zabieracie?!- Non stop krzyczałem.
-Na blok operacyjny- lekarz odwrócił się, zamknął za sobą drzwi, a ja przez tylko małą szybkę widziałem bladą twarz mojej narzeczonej jak odjeżdżała. Liam objął mnie ramieniem nie ukrywając łez. Wryty w ziemie, patrzyłem się na drzwi. Po godzinie zdecydowałem się usiąść na pobliskie krzesło zaraz obok blondynki. Ciągle przecierałem oczy.
-Dziecko?-
-Chciała ci powiedzieć, ona sama była w szoku..- Cortney przeczesała włosy do tyłu. Drzwi otworzyły się. Lekarz ściągnął maskę.
-Przykro mi próbowaliśmy wszystkiego..-  Nie miałem już łez.
"Prosze zostań ze mną" 

><><><><><><>><<>><><><><><><><><><><

Mam nadzieje, że taki koniec jest szokiem bo o to chodziło po części ;) Będzie jeszcze dodatek do tego ff o ile się podoba :D Miłego czytania! xx
PS: Zmieniam 'podpis' z Irishgirl na Hori :)
-Hori.

  

niedziela, 6 kwietnia 2014

NYC - She's changed #1


•NYC - She's changed #1•
     Poranek. Nienawidzę poranków. Zawsze gdy się budzę to wiem, że doznam świata, który jest zły. Światło ledwie przebijało się przez żaluzje w moim dość skromnym pokoju. Tak, mieszkam sama. Chciałabym mieszkać z rodzicami, ale ich nie mam. Smutne. Zginęli gdy miałam 7 lat. Potem oddano mnie do domu dziecka bo ciocia nie chciała się mną zajmować. Nienawidzę jej za to. Ostatnie słowa jakie mama do mnie wypowiedziała to: "Della, zawsze będę cię kochać." Potem wyszła z domu razem z tatą. Pojechali do sklepu i nigdy nie wrócili... Czekałam na nich całą noc przerażona, a nad ranem zapukał do moich drzwi policjant. Najgorsze uczucie to stracić kogoś bliskiego. Od tamtej chwili minęło 11 lat. Przez te 11 lat byłam sama jak palec. Od 6 miesięcy mieszkam sama, a mieszkanie opłacam z zarobków jakie znajdę na ulicy. Jeszcze podczas pobytu w domu dziecka wciągnęłam się w to okropne uzależnienie. Narkotyki, wódka, piwo, papierosy. Kto powiedział, że w Nowym Jorku z domu dziecka wychodzą prawowici obywatele, którzy doskonale wszystko rozumieją? Nikt. W to wszystko wciągnęła mnie Jane. Powiedziała, że to fajna zabawa. Zaprosiła mnie do tego mieszkania. Było tam pełno osób. Nikogo teraz bym nie potrafiła wymienić. Nie znam ich. Od tamtej pory się zaczęło. Dragi musiały być codziennie, a opiekunki nawet się nie zastanawiały co mi jest. Nie obchodziło ich to, tak jak nikogo. Picie też było bardzo częste, aż za bardzo... Stoczyłam się. Opamiętałam się dość niedawno, że to mnie niszczy. Cieszę się z tego powodu, choć uśmiech pewnie już nigdy się u mnie nie pojawi. 
     Uporczywie podniosłam się do pozycji siedzącej. Rozejrzałam się po pokoju. Nic się nie zmieniło. Spojrzałam na swój jakże stary telefon. iPhone to nie był. Nawet smartphone to nie był. Jedno nieodebrane połączenie... Tak, jednak na tym świecie istnieją ludzie, na których mi zależy, a dokładniej trójka ludzi. Zayn, Harry i Louis. Poznałam ich niedawno i przez przypadek. Po prostu Zayn do mnie podszedł tak jakby znał mnie od zawsze. Zaczęliśmy rozmawiać nawet nie wiem o czym, potem podszedł Harry, a za nim Louis. I tak się zaczęło. Zayn do mnie dzwonił. Postanowiłam do niego oddzwonić.
-No hej, Della.- Usłyszałam jego głos w słuchawce.
-Dzwoniłeś.- Powiedziałam i odchrząknęłam.
-Tak, chciałem się spytać czy robisz coś dzisiaj ciekawego.
-Nie. Jak zawsze.
-Okej to przyjadę po ciebie za godzinkę.- Chociaż go nie widziałam to czułam, że się uśmiechnął.
-Spoko. To do zobaczenia.- Rozłączyłam się. Wstałam z łóżka i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej jakieś stare ubrania. Poszłam do łazienki i uczesałam włosy, umyłam zęby. Do lodówki nawet nie zaglądam bo wiem, że i tak tam nic nie znajdę. Pochowałam najpotrzebniejsze rzeczy do starej, zniszczonej torebki.


     O umówionej godzinie wyszłam z kamienicy. Na chodniku stał już sportowy samochód, w którym siedział Zayn. Gdy tylko mnie zobaczył od razu się uśmiechnął. Wsiadłam na miejsce pasażera. 
-Hejka.- Powiedział.
-Cześć, gdzie chcesz mnie zabrać?- Zapytałam.
-Zobaczysz.- Odparł i ruszył.
Wjechaliśmy do tej bogatszej części Nowego Jorku. Mijaliśmy drogie sklepy, w których zrobienie zakupów było dla mnie marzeniem. Wyjechaliśmy z wysokich zabudowań. Było tu pełno nowoczesnych domków. 
-Do czyjego domu jedziemy?- Spytałam gdy Malik zwolnił. 
-Do mojego.- Uśmiechnął się. Nigdy jeszcze u niego nie byłam, ciekawe co było powodem tego, że mnie tu przywiózł. Wjechaliśmy na podjazd jednego z białych domów z wysokim żywopłotem. Na podjeździe stał czarny range rover od Harrego. Kiedyś już widziałam jego samochód. Zayn zaparkował. Wysiadł z auta i po chwili otworzył mi drzwi. Nie byłam przyzwyczajona do takiego traktowana, ale mi odpowiadało. Weszliśmy do domu. Był strasznie modernistycznie urządzony. Kolory jakie dominowały to biel, czerń i odcienie szarości. Weszliśmy do dużego pokoju. Na kanapie siedział Harry i jakiś blondyn. 
-Hejka!- Krzyknął Styles i podbiegł by mnie uściskać. 
-Emm hej.- Odpowiedziałam. Spojrzałam się na chłopaka o niebieskich oczach. On wstał i podszedł do Harrego. 
-Ah tak! Della to jest Niall. Nasz przyjaciel.- Uśmiechnął się loczek. 
-Siemanko.- Powiedział z zaskakująco cudownym, irlandzkim akcentem. Uśmiechnęłam się. 
-Chcecie coś jeść?- Zapytał Zayn, który stał w kuchni. 
-Jeszcze się pytasz?- Zaśmiał się Niall i podbiegł do niego. 
-Ja nie chcę...- Szepnęłam, ale Harry chwycił mnie za nadgarstek i pociągnął w stronę kuchni.
-Oj wiem, że chcesz.
     Zayn przyrządził nam naleśniki. Nie pamiętam kiedy ostatnio jadłam tak wyśmienite śniadanie. Po zjedzonym posiłku posprzątaliśmy wszystko. W pewnym momencie rozległ się dzwonek do drzwi. Zayn poszedł otworzyć. 
-Zeeeeeeeen!- Usłyszałam krzyk Louisa w drzwiach. 
-Tak, cześć stary.- Odpowiedział Malik. Louis przeszedł przez przedpokój i wszedł do salonu. Spojrzał się na mnie.
-O hej Della!- Uśmiechnął się nieskazitelnie. Nie wiem dlaczego oni się tak uśmiechali na mój widok. 
-Lou.- Odpowiedziałam. Potem przywitał się z Hazzą i Niallem. 
-To jakie plany na dzisiaj?- Zapytał Tomlinson rozsiadając się na sofie.
-Pojedziemy po Liama i coś wymyślimy.- Odpowiedział Niall.
-Emmm, przepraszam, ale kto to jest Liam?- Zapytałam patrząc się na nich.
-Ahh! Ty go jeszcze nie poznałaś! Zobaczysz, super gość z niego.- Odpowiedział mi Harry. 
-To co jedziemy?- Zapytał Zayn.
-Oczywiście!- Pisnął Niall. Chłopcy ruszyli w stronę drzwi. Dziwne, że tak nagle wprowadzili mnie do swojej 'paczki'. Jeszcze nie powiedziałam im co robiłam w bliskiej przeszłości, ani jaka jest moja daleka przeszłość. Louis zatrzymał się w drzwiach i obrócił w moją stronę.
-Idziesz?- Spytał. Kiwnęłam lekko głową i przerzuciłam swoje brązowe włosy na prawe ramie. Podbiegłam do niego, a on zamknął za mną drzwi. Niall wsiadł do auta od Harrego, Zayn do swojego, a ja wraz z Lou do jego auta. Wyjechaliśmy z podjazdu wjeżdżając do centrum Nowego Jorku. 
  
----------
Hejka! Jak wam się podobał pierwszy rozdział nowego fanfiction? 
Liczę na komentarz! :) 
~Haz

czwartek, 3 kwietnia 2014

NYC - She's changed - prolog


•NYC - She's changed•
     Weszłam do mieszkania, w którym było całkowicie ciemno. Żaluzje były zasłonięte, a światło zgaszone. Przeszłam przez przedpokój by dojść do salonu. Mieszkanie było malutkie i strasznie niezadbane. 
-Jest tu kto?- Szepnęłam chcąc usłyszeć jakiejkolwiek odpowiedzi. Nic. Serce zaczęło mi mocniej bić. Podeszłam do okna. Odsunęłam żaluzje powodując wpływ światła do pokoju. Na podłodze walały się butelki po wódce i piwie oraz papierosy. Westchnęłam. Uchyliłam zniszczone drzwi z łazienki. Pustka. Wanna była czymś ubrudzona, a reszta łazienki była zniszczona. Podążyłam do kuchni. Nic się nie zmieniła, od kiedy ostatni raz tu weszłam. Zniszczone meble, ledwo wiszące szafki, brak lodówki i pieca. Obracając się na pięcie, rzuciłam okiem na sypialnie. Drzwi były zamknięte. Dostałam reakcji wymiotnych na samą myśl jakie rzeczy mogły się tam dziać. Na jednym tchu podeszłam do drzwi wejściowych. Ostatni raz rzuciłam na mieszkanie pogrążone w gruzach. Wyszłam. Zbiegłam po schodach wybiegając na ulicę i biorąc wielki wdech. Straszne miejsce. I pomyśleć, że kiedyś tutaj normalnie przebywałam i 'bawiłam się' tak jak inni. Podobno wszyscy byliśmy tam tacy sami. Nieprawda. Niektórzy się tak stoczyli, że nie ma już ich na tym świecie. Nie przyszłam na ich pogrzeb. Po co? Co mnie z nimi łączyło? Nic. Jedyne co to przesiadywanie w jednym pomieszczeniu pełnym rozebranych na pół lasek, zapachu wódki, piwa, papierosów, głośnej muzyki i dragów leżących na jednym stole i wciąganiu po kolei. A poza tym to nic. Nawet nie znałam ich imion, a o ich śmierci dowiedziałam się od ludzi upodabniających się do nich. Straszne, ale kto powiedział, że w życiu jest łatwo? Rozejrzałam się po ulicy na której stałam. Najstraszniejsza ulica w całym Nowym Jorku. Małym dziewczynką wstęp wzbroniony. Stare, sypiące się kamienice. Pokradzione znaki. Wszędzie wulgarne graffiti. Ciemna strona, świecącego niczym żarówka miasta... 

     
--------

Prolog nowego opowiadania? Może.
Z góry chciałam przeprosić za moją bardzo słabą aktywność.. :(
Ale chciałam powrócić z czymś świeżym.
Mam nadzieję, że się spodoba :)
Większych szczegółów dowiecie się podczas czytania ;)
+ zmieniłam nick z Mrs. Stylinson na Haz. Takie krótsze chciałam xd
~Haz
Szablon by S1K