niedziela, 27 kwietnia 2014

Bohaterowie- Time To Be Impossible



Jasmine Brows -

"Jestem normalną nastolatką, która mieszka
w normalnym mieście, w stanie Pennsylvania. 
Przeżyłam ciężką chwile, która 
zmieniła wszystko"



Sam White -

"Jestem najlepszą przyjaciółką Jas, znamy się od małego.
Jestem odważna, ale czasami odwaga i ryzyko 
przynosi pecha i ból dla bliskich" 



Brian Brows -

"Jestem starszym bratem Jasmine. 
Można powiedzieć, że zastępuje jej
ojca, którego nigdy nie mieliśmy. Ona
jest moim oczkiem w głowie, tak jak Emma." 



Zoe Mit - 

"Po dołączeniu Jas do trzynastki, jestem jej przyjaciółką. 
Wszyscy mówią że jestem słodka, staram
się być miła dla wszystkich, a przede
wszystkim być podporą dla
Jasmine"




Martin Lee - 

"Po dołączeniu Jas do trzynastki, jestem jej przyjacielem, 
tak przynajmniej mi się wydaje. Lubię 
dziewczyny ale tylko jedna
może mi ukraść serce"

                          
                                     Erin -                                                           Oliver - 

        "Jasmine to świetna dziewczyna,         "Jestem najlepszym przyjacielem Erin'a
staram się, jej to pokazywać.       lubię dziewczyny i to nawet bardzo,
Znam ją od trzynastki.       a Jas jest jedną z nich, no więc."
Jestem z nią od początku                                                            
i będę do końca"                                                            



Grace - 

"Zoe jest moją przyjaciółką odkąd 
pamiętam. Lubie być w
centrum uwagi. Jednak bardzo nie 
lubię gdy ktoś wchodzi mi w drogę, a 
Jas jest nowicjuszką" 



Jack -

"Brian to mój kumpel z piaskownicy, 
mógłbym mu nawet nerkę oddać, a
Jasmine to nadal moja mała księżniczka
z którą byłem zawsze"  


Emma - 

"Jestem przyjaciółką Jack'a i Brian'a,
jak i dziewczyną Brian'a. Z Jas
dogaduje się bardzo dobrze, 
jest jej ciężko po tym, a 
teraz staram się ją wspierać "


Inni bohaterowie będą odkrywani w trakcie pisania :) 

~Hori


wtorek, 22 kwietnia 2014

Stay With Me #3

~Perrie~
Wgramoliłam się na łóżko i przykryłam się aż do szyi purpurową, jedwabnie gładką kołdrą. Łza spłynęła mi po policzku, a oczy z rozpaczy same się zamknęły.
Po kilku godzinach, drzwi do mieszkania  otworzyły się. Wytarłam szybko ręką tusz pod oczami i przeszłam do pozycji siedzącej. Zayn wszedł do pokoju rzucając torbę i kurtkę w kąt. Spojrzał na mnie.
-Co się stało?- Usiadł obok mnie przytulając mnie obiema rękami.
- Źle się czuje
- To dla poprawienia humoru zabiorę Cię gdzieś- Zayn w podskokach wstał z łóżka. Podniosłam na niego wzrok.
-Może jutro, dobrze?
- No dobrze- zrobił dziwną minę drapiąc się po głowie  i zarazem przeciągając się.
Chłopak poszedł w stronę łazienki. Przeczesałam ręką włosy i udałam się do kuchni. Nalał szklankę wody i oparłam się o blat. Zayn wyszedł z łazienki w ręczniku i także nalał sobie wody.
-Gdzie chcesz mnie jutro zabrać ? -spytałam.
- No to niespodzianka - chłopak zaśmiał się. Przybliżył się do mnie odkładając po kolei swoją a potem moją szklankę z napojem.  Nasze usta zetknęły się. Nagle w pokoju rozległ się dzwonek telefonu. Automatycznie przerwaliśmy pocałunek w pokerowych minach.
-Miałaś mieć wolne - Zayn oparł się dwoma rękami o blat ze spuszczoną głową.
- Skąd wiesz że to z pracy ?- wzięłam telefon do ręki i popatrzyłam rozpaczliwie na narzeczonego.
-Wiedziałem, no proszę oddzwoń- walnął z pięści w stół i poszedł szybkim krokiem do sypialni.
Śledziłam go wzrokiem aż po same drzwi z pokoju. Moje serce zabolało, a mój wzrok znowu spoczął na telefonie. Drżącą ręką wybrałam numer żeby oddzwonić.
-Słucham- podciągnęłam nosem
-Przepraszam Pezz, wiem że będziesz niezadowolona ale jutro w LA mamy wywiad, musisz być, a potem dam Ci tyle wolnego ile chcesz 
- No ale...
-Perrie, pomyśl o dziewczynach 
-Dobrze- rozłączyłam się i rzuciłam telefonem o sofe. Zasłoniłam twarz rękami, a moje nogi nie były już sprawne żeby stać. Przewróciłam się na ziemie, po czym szybko oparłam się o sofe i skuliłam najbardziej jak mogłam. Nagle w salonie zrobiło się jaśniej, podniosłam wzrok a przede mną kucał Zayn.
-Przepraszam Perrie - pogłaskał mnie po policzku.
- To nie twoja wina - Trudno było mi mówić, cała zalana łzami.
-Mam tą samą sytuację, jestem w zespole i..
- Ale ty masz czas dla rodziny, przyjaciół i dziewczynę, a ja nie- przerwałam mu wstając.
-Perrie to nie tak  - stanął na przeciwko mnie.
- Dobra mniejsza z tym, obiecuje że jak tylko wrócę, pojedziemy gdzieś daleko - czułam że mam przemoczone i czerwone oczy. Rzuciłam się na chłopaka, a ten mnie automatycznie objął.
-Sami- dodałam w jego objęciach.
***

Następnego dnia stałam już  na lotnisku. Wszędzie tłumy, ale jakoś dzisiaj nie przeszkadzało mi to za bardzo. Trzymałam mocno jego rękę i nie miałam zamiaru ją puścić. Pod samym wejściem widziałam już  dziewczyny i całą naszą ekipe. Cała trójka była tka samo "szczęśliwa" jak ja. Pocałowałam jeszcze Zayn'a i ruszyłam do reszty. 
Jego wzrok nie chciał mnie opuścić.

~Zayn~
No więc, miałem czas wolny. Moja druga połówka jest już ileś set kilometrów oddalona ode mnie, ale to tylko 3 dni. Westchnąłem.
Stałem przed drzwiami własnego domu, wgapiony stępionym wzrokiem w klamkę. Po chwili otrząsając się wróciłem do rzeczywistości. Kurtkę rzuciłem na schody, a ja skoczyłem na sofe włączając zarazem TV.   "I tak będą wyglądać całe te 3 dni ?" - spytałem sam siebie. "Ja mam wolne jeszcze 2 tygodnie" - wstałem wziąłem ponownie kurtkę i ruszyłem w miasto.
Po pewnym czasie byłem już u kumpli, bardziej u kuzynów. Bez namysłu poszliśmy w miasto. Nie obeszło się bez alkoholu, bawiłem się jak za dawnych lat, gdy miałem więcej czasu wolnego. Tylko chwila.  Tylko moment. Chwiejnym krokiem, lecz zdrowym umysłem, doszedłem do domu. Bez jakiegoś zbędnego ogarnięcia się, od razu poszedłem spać. Sam.
Następnego dnia, gdy nawet słońce nie zawitało w mojej sypialni, zostałem zmuszony do wstania. Ktoś natarczywie dobijał się do drzwi. Ubrałem szybko koszulkę zwisającą na krześle, a spodnie miałem już na sobie i udałem się do drzwi, bo huk był nieznośny. Otwierając przetarłem jeszcze oczy. Od razu poznałem blondynkę.
-O cześć Cortney!- odpowiedziała mi cisza. Dziewczyna podniosła wzrok i dopiero teraz na jej czerwonej twarzy dostrzegłem te pełne łez brązowe tęczówki.
-Wejdź co się stało!?- Blondynka zrobiła tylko krok do przodu.
-Perrie..- wydukała ledwo. Otworzyłem szeroko oczy i zacisnąłem mocniej dziewczyne za ramiona.
- Perrie miała wypadek, komplikacje przy lądowaniu, jest w szpitalu w ciężkim stanie..- puściłem dziewczyne i z prędkością światła ruszyłem do auta. Moje oczy coraz bardziej zachodziły łzami i lekką mgłą. Wycierałem je za każdym razem. Jeszcze czułem alkohol, ale ignorowałem to. Ignorowałem światła, ludzi, inne pojazdy. Mój cel w tej chwili był szpital. Była Perrie.
Auto zostawiłem otwarte, nawet nie pamiętam czy zaciągnąłem ręczny. Pognałem do wnętrza budynku. Z czerwonymi oczami jak u narkomana, z twarzą pełną bólu i smutku, rzuciłem się na biurko recepcji.
-Perrie, Perrie Edwards!- krzyczałem.
-Proszę, się uspokoić!- pielęgniarka była chyba bez serca. Spojrzałem w prawo, a lekarz chyba od razu mnie poznał.
-Pan Malik, Zayn Malik? - spytał w prawie biegu. Ruszyłem w jego kierunku.
-Tak to ja . Gdzie moja narzeczona ?!-
-Jest w bardzo ciężkim stanie- doktor spuścił wzrok. Po chwili doszliśmy do pomieszczenia, z dużą szklaną szybą. Zobaczyłem pełno maszyn i jedno łóżko, a nim Pezz.
-Mogę ją zobaczyć?!- zwróciłem się do lekarza.
-Przykro mi, na razie nie-
Po pewnym czasie, byłem praktycznie przyklejony do tej szyby, nie odstąpiłem jej na krok.
4 godziny minęły, a ja zmęczony ciągłym patrzeniem się na łóżko, usiadłem na krzesło nieopodal z grobową miną i oczami przepełnionymi łzami. Spojrzałem w lewo i ten sam lekarz, szedł w moim kierunku. usiadł obok mnie, a jego oczy były pełne smutku.
-Przykro mi..- na te słowa automatycznie się wyprostowałem.
-Co się stało?!-
-Dziecka się nie dało uratować- spojrzałem na ziemie.
-Dziecka?- spytałem sam siebie.
-Perrie miała Ci powiedzieć jak wróci- usłyszałem głos za mną, odwróciłem się i ujrzałem zdyszaną i tak samo zalaną łzami jak ja Cortney. Blondynka podeszła do szyby. Oparłem się o kolana i ze spuszczoną głową, milczałem.  Mijało coraz więcej godzin, a ja od szyby do krzeseł chodziłem tam i z powrotem. Było już późno, Cortney zasnęła na krześle. Sektor w którym się znajdowaliśmy został zamknięty, mieli do niego dostęp tylko bliscy i  personel. Późna godzina a  tłumów na zewnątrz tylko  przybywało. Jedni radośni, nie zdający sobie sprawy z powagi sytuacji, inni jednak z grobowymi minami i ze świeczkami.
-Zayn!- usłyszałem krzyk za plecami. Odwróciłem sie i zobaczyłem jak Liam idzie szybkim krokiem w moim kierunku.
-Ciężko było się tu dostać, Niall rozmawia z rodzinami dziewczyn podobno Jesy nie żyje, Harry i Louis uspokajają tłumy, co się stało ?!-
- Miały wypad..- Nagle coś zaczęło głośno piszczeć. Cortney zerwała się na proste nogi, a lekarze z paroma pielęgniarkami wbiegli do pomieszczenia gdzie była Perrie. Jeden lekarz powiedział coś do drugiego i ruszyli z łóżkiem. Dobiegłem do nich.
-Co się stało!? Gdzie ją zabieracie?!- Non stop krzyczałem.
-Na blok operacyjny- lekarz odwrócił się, zamknął za sobą drzwi, a ja przez tylko małą szybkę widziałem bladą twarz mojej narzeczonej jak odjeżdżała. Liam objął mnie ramieniem nie ukrywając łez. Wryty w ziemie, patrzyłem się na drzwi. Po godzinie zdecydowałem się usiąść na pobliskie krzesło zaraz obok blondynki. Ciągle przecierałem oczy.
-Dziecko?-
-Chciała ci powiedzieć, ona sama była w szoku..- Cortney przeczesała włosy do tyłu. Drzwi otworzyły się. Lekarz ściągnął maskę.
-Przykro mi próbowaliśmy wszystkiego..-  Nie miałem już łez.
"Prosze zostań ze mną" 

><><><><><><>><<>><><><><><><><><><><

Mam nadzieje, że taki koniec jest szokiem bo o to chodziło po części ;) Będzie jeszcze dodatek do tego ff o ile się podoba :D Miłego czytania! xx
PS: Zmieniam 'podpis' z Irishgirl na Hori :)
-Hori.

  

niedziela, 6 kwietnia 2014

NYC - She's changed #1


•NYC - She's changed #1•
     Poranek. Nienawidzę poranków. Zawsze gdy się budzę to wiem, że doznam świata, który jest zły. Światło ledwie przebijało się przez żaluzje w moim dość skromnym pokoju. Tak, mieszkam sama. Chciałabym mieszkać z rodzicami, ale ich nie mam. Smutne. Zginęli gdy miałam 7 lat. Potem oddano mnie do domu dziecka bo ciocia nie chciała się mną zajmować. Nienawidzę jej za to. Ostatnie słowa jakie mama do mnie wypowiedziała to: "Della, zawsze będę cię kochać." Potem wyszła z domu razem z tatą. Pojechali do sklepu i nigdy nie wrócili... Czekałam na nich całą noc przerażona, a nad ranem zapukał do moich drzwi policjant. Najgorsze uczucie to stracić kogoś bliskiego. Od tamtej chwili minęło 11 lat. Przez te 11 lat byłam sama jak palec. Od 6 miesięcy mieszkam sama, a mieszkanie opłacam z zarobków jakie znajdę na ulicy. Jeszcze podczas pobytu w domu dziecka wciągnęłam się w to okropne uzależnienie. Narkotyki, wódka, piwo, papierosy. Kto powiedział, że w Nowym Jorku z domu dziecka wychodzą prawowici obywatele, którzy doskonale wszystko rozumieją? Nikt. W to wszystko wciągnęła mnie Jane. Powiedziała, że to fajna zabawa. Zaprosiła mnie do tego mieszkania. Było tam pełno osób. Nikogo teraz bym nie potrafiła wymienić. Nie znam ich. Od tamtej pory się zaczęło. Dragi musiały być codziennie, a opiekunki nawet się nie zastanawiały co mi jest. Nie obchodziło ich to, tak jak nikogo. Picie też było bardzo częste, aż za bardzo... Stoczyłam się. Opamiętałam się dość niedawno, że to mnie niszczy. Cieszę się z tego powodu, choć uśmiech pewnie już nigdy się u mnie nie pojawi. 
     Uporczywie podniosłam się do pozycji siedzącej. Rozejrzałam się po pokoju. Nic się nie zmieniło. Spojrzałam na swój jakże stary telefon. iPhone to nie był. Nawet smartphone to nie był. Jedno nieodebrane połączenie... Tak, jednak na tym świecie istnieją ludzie, na których mi zależy, a dokładniej trójka ludzi. Zayn, Harry i Louis. Poznałam ich niedawno i przez przypadek. Po prostu Zayn do mnie podszedł tak jakby znał mnie od zawsze. Zaczęliśmy rozmawiać nawet nie wiem o czym, potem podszedł Harry, a za nim Louis. I tak się zaczęło. Zayn do mnie dzwonił. Postanowiłam do niego oddzwonić.
-No hej, Della.- Usłyszałam jego głos w słuchawce.
-Dzwoniłeś.- Powiedziałam i odchrząknęłam.
-Tak, chciałem się spytać czy robisz coś dzisiaj ciekawego.
-Nie. Jak zawsze.
-Okej to przyjadę po ciebie za godzinkę.- Chociaż go nie widziałam to czułam, że się uśmiechnął.
-Spoko. To do zobaczenia.- Rozłączyłam się. Wstałam z łóżka i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej jakieś stare ubrania. Poszłam do łazienki i uczesałam włosy, umyłam zęby. Do lodówki nawet nie zaglądam bo wiem, że i tak tam nic nie znajdę. Pochowałam najpotrzebniejsze rzeczy do starej, zniszczonej torebki.


     O umówionej godzinie wyszłam z kamienicy. Na chodniku stał już sportowy samochód, w którym siedział Zayn. Gdy tylko mnie zobaczył od razu się uśmiechnął. Wsiadłam na miejsce pasażera. 
-Hejka.- Powiedział.
-Cześć, gdzie chcesz mnie zabrać?- Zapytałam.
-Zobaczysz.- Odparł i ruszył.
Wjechaliśmy do tej bogatszej części Nowego Jorku. Mijaliśmy drogie sklepy, w których zrobienie zakupów było dla mnie marzeniem. Wyjechaliśmy z wysokich zabudowań. Było tu pełno nowoczesnych domków. 
-Do czyjego domu jedziemy?- Spytałam gdy Malik zwolnił. 
-Do mojego.- Uśmiechnął się. Nigdy jeszcze u niego nie byłam, ciekawe co było powodem tego, że mnie tu przywiózł. Wjechaliśmy na podjazd jednego z białych domów z wysokim żywopłotem. Na podjeździe stał czarny range rover od Harrego. Kiedyś już widziałam jego samochód. Zayn zaparkował. Wysiadł z auta i po chwili otworzył mi drzwi. Nie byłam przyzwyczajona do takiego traktowana, ale mi odpowiadało. Weszliśmy do domu. Był strasznie modernistycznie urządzony. Kolory jakie dominowały to biel, czerń i odcienie szarości. Weszliśmy do dużego pokoju. Na kanapie siedział Harry i jakiś blondyn. 
-Hejka!- Krzyknął Styles i podbiegł by mnie uściskać. 
-Emm hej.- Odpowiedziałam. Spojrzałam się na chłopaka o niebieskich oczach. On wstał i podszedł do Harrego. 
-Ah tak! Della to jest Niall. Nasz przyjaciel.- Uśmiechnął się loczek. 
-Siemanko.- Powiedział z zaskakująco cudownym, irlandzkim akcentem. Uśmiechnęłam się. 
-Chcecie coś jeść?- Zapytał Zayn, który stał w kuchni. 
-Jeszcze się pytasz?- Zaśmiał się Niall i podbiegł do niego. 
-Ja nie chcę...- Szepnęłam, ale Harry chwycił mnie za nadgarstek i pociągnął w stronę kuchni.
-Oj wiem, że chcesz.
     Zayn przyrządził nam naleśniki. Nie pamiętam kiedy ostatnio jadłam tak wyśmienite śniadanie. Po zjedzonym posiłku posprzątaliśmy wszystko. W pewnym momencie rozległ się dzwonek do drzwi. Zayn poszedł otworzyć. 
-Zeeeeeeeen!- Usłyszałam krzyk Louisa w drzwiach. 
-Tak, cześć stary.- Odpowiedział Malik. Louis przeszedł przez przedpokój i wszedł do salonu. Spojrzał się na mnie.
-O hej Della!- Uśmiechnął się nieskazitelnie. Nie wiem dlaczego oni się tak uśmiechali na mój widok. 
-Lou.- Odpowiedziałam. Potem przywitał się z Hazzą i Niallem. 
-To jakie plany na dzisiaj?- Zapytał Tomlinson rozsiadając się na sofie.
-Pojedziemy po Liama i coś wymyślimy.- Odpowiedział Niall.
-Emmm, przepraszam, ale kto to jest Liam?- Zapytałam patrząc się na nich.
-Ahh! Ty go jeszcze nie poznałaś! Zobaczysz, super gość z niego.- Odpowiedział mi Harry. 
-To co jedziemy?- Zapytał Zayn.
-Oczywiście!- Pisnął Niall. Chłopcy ruszyli w stronę drzwi. Dziwne, że tak nagle wprowadzili mnie do swojej 'paczki'. Jeszcze nie powiedziałam im co robiłam w bliskiej przeszłości, ani jaka jest moja daleka przeszłość. Louis zatrzymał się w drzwiach i obrócił w moją stronę.
-Idziesz?- Spytał. Kiwnęłam lekko głową i przerzuciłam swoje brązowe włosy na prawe ramie. Podbiegłam do niego, a on zamknął za mną drzwi. Niall wsiadł do auta od Harrego, Zayn do swojego, a ja wraz z Lou do jego auta. Wyjechaliśmy z podjazdu wjeżdżając do centrum Nowego Jorku. 
  
----------
Hejka! Jak wam się podobał pierwszy rozdział nowego fanfiction? 
Liczę na komentarz! :) 
~Haz

czwartek, 3 kwietnia 2014

NYC - She's changed - prolog


•NYC - She's changed•
     Weszłam do mieszkania, w którym było całkowicie ciemno. Żaluzje były zasłonięte, a światło zgaszone. Przeszłam przez przedpokój by dojść do salonu. Mieszkanie było malutkie i strasznie niezadbane. 
-Jest tu kto?- Szepnęłam chcąc usłyszeć jakiejkolwiek odpowiedzi. Nic. Serce zaczęło mi mocniej bić. Podeszłam do okna. Odsunęłam żaluzje powodując wpływ światła do pokoju. Na podłodze walały się butelki po wódce i piwie oraz papierosy. Westchnęłam. Uchyliłam zniszczone drzwi z łazienki. Pustka. Wanna była czymś ubrudzona, a reszta łazienki była zniszczona. Podążyłam do kuchni. Nic się nie zmieniła, od kiedy ostatni raz tu weszłam. Zniszczone meble, ledwo wiszące szafki, brak lodówki i pieca. Obracając się na pięcie, rzuciłam okiem na sypialnie. Drzwi były zamknięte. Dostałam reakcji wymiotnych na samą myśl jakie rzeczy mogły się tam dziać. Na jednym tchu podeszłam do drzwi wejściowych. Ostatni raz rzuciłam na mieszkanie pogrążone w gruzach. Wyszłam. Zbiegłam po schodach wybiegając na ulicę i biorąc wielki wdech. Straszne miejsce. I pomyśleć, że kiedyś tutaj normalnie przebywałam i 'bawiłam się' tak jak inni. Podobno wszyscy byliśmy tam tacy sami. Nieprawda. Niektórzy się tak stoczyli, że nie ma już ich na tym świecie. Nie przyszłam na ich pogrzeb. Po co? Co mnie z nimi łączyło? Nic. Jedyne co to przesiadywanie w jednym pomieszczeniu pełnym rozebranych na pół lasek, zapachu wódki, piwa, papierosów, głośnej muzyki i dragów leżących na jednym stole i wciąganiu po kolei. A poza tym to nic. Nawet nie znałam ich imion, a o ich śmierci dowiedziałam się od ludzi upodabniających się do nich. Straszne, ale kto powiedział, że w życiu jest łatwo? Rozejrzałam się po ulicy na której stałam. Najstraszniejsza ulica w całym Nowym Jorku. Małym dziewczynką wstęp wzbroniony. Stare, sypiące się kamienice. Pokradzione znaki. Wszędzie wulgarne graffiti. Ciemna strona, świecącego niczym żarówka miasta... 

     
--------

Prolog nowego opowiadania? Może.
Z góry chciałam przeprosić za moją bardzo słabą aktywność.. :(
Ale chciałam powrócić z czymś świeżym.
Mam nadzieję, że się spodoba :)
Większych szczegółów dowiecie się podczas czytania ;)
+ zmieniłam nick z Mrs. Stylinson na Haz. Takie krótsze chciałam xd
~Haz

środa, 19 marca 2014

Story Of My Life #7

~Lucy~
-Nic się nie stało- Harry pomógł mi wstać. -To był tylko wypadek- dodał.
- Wypadek?!- wyrwałam się lekko z jego rąk. -Drugi raz?!- Przeleciałam wzrokiem po całej czwórce.
-Najlepiej by było jakbym tu w ogóle nie przyszła..- ominęłam chłopaków, i szłam w kierunku wyjścia.
-Lucy!- zacisnęłam pięści i odwróciłam się na pięcie do  Zayna.
-Masz zadzwoń, prosze - wręczył mi numer telefonu. Spuściłam wzrok i wyszłam. Idąc  po ciemnym parkingu ktoś nagle mnie zawołał. Odwróciłam się i ujrzałam Harrego. Zdyszany podbiegł do mnie.
- Co masz zamiar teraz zrobić?- spytał
- Z czym?-
-Z wszystkim, śpiewaniem, z nami, chcesz to wszystko rzucić ?-
Odsunęłam sie malutki krok do tyłu. - Zaczynając od tego że moja wymarzona kariera ze śpiewaniem to jednak był tylko nie wypał, a z wami ?! Byłam głupia myśląc, że jak spotkam One Direction to moje życie się zmieni, a gówno prawda! Ha! Myślałam że jesteście odpowiedziom na wszystkie moje pytania, niestety się myliłam-
-Lucy, ale..-
-Przejrzyj na oczy Harry! Świat już nie jest taki kolorowy, przynajmniej dla mnie. Wasz przyjaciel mnie nie znosi, zaraz media będą krzyczeć o dziewczynie która wchrzaniła się w życie gwiazd. Nie chce kłopotów, a tym bardziej nie chce by was dopadły. Zapomnij, zapomnijcie o mnie-
- A jeśli nie chce?!-
- Będziesz musiał..-
-Daj szanse..-
-Po co?!-
-Daj szanse sobie..- spuściłam  wzrok, a z moich oczu poleciały pojedyncze krople łez.
-Płaczesz..?!- Harry schylił się by dostrzec moją twarz.
-Nie,ja..- przetarłam szybko oczy. Brunet natychmiast mnie przytulił.
-Dzie-Dziękuje..- Wydukałam.
***

Gdy otworzyłam oczy, promienie słońca już dopadły się do mojej twarzy. Wstałam, poprawiłam ciepłe skarpety i koka. Weszłam prosto do kuchni i nalałam sobie szklankę soku pomarańczowego. Opierając się  o blat, zaglądałam przez okno. W mieszkaniu rozległo się pukanie. Pomaszerowałam w stronę drzwi i w krótkich spodenkach z piżamy w supermena i w czarnej bokserce otworzyłam je. Jeszcze raz przetarłam oczy, żeby do końca się obudzić. 
-Ktoś się nie wyspał- otworzyłam szerzej drzwi by Mike mógł wejść. 
-Zły sen ? - spytał zamykając za sobą drzwi. 
-Raczej koszmar..- wydukałam. Mike usiadł obok blatu na krześle barowym i przyglądał się jak robię tosty. 
-Chcesz?- spytałam. 
-Nie dzięki, już jadłem - 
- Ktoś tu jest porannym ptaszkiem- usiadłam na przeciw bruneta, zajadając się tostem. 
-To tylko pozory- odpowiedział pokazują zarazem szereg białych zębów. Odłożyłam tosta i uderzyłam lekko szarookiego w ramie. 
-Tak, tak, tak. To tylko pozory, że jak rano wychodzę to ty codziennie czyhasz na klatce- wstałam odkładając talerz do zlewu. 
-Przypadek..- 
- O nie mój drogi- pacnęłam chłopaka w nos -przypadki nie istnieją- dodałam. Chłopak opuścił wzrok z uśmiechem. 
-Lucy..?- 
-Poczekaj, chyba mi sms przyszedł- pognałam do pokoju po telefon i w drodze powrotnej go odblokowałam. SmS od Harrego o treści: "Robisz coś dzisiaj?" 
 -Lucy, robisz coś dzisiaj? - otworzyłam szeroko oczy i przerzuciłam wzrok z telefonu na bruneta. 
I co ja mam teraz zrobić?! Nie mogę odmówić ani Harry'emu ani Mike'owi.  Zablokowałam telefon, wzięłam głęboki oddech i odwróciłam się na pięcie w stronę bruneta. 
- Dzisiaj  nie mogę, ale jutro jestem wolna, ok ? - Na szczęście wybrnęłam, uff..
-No szkoda, ale ok, to wpadnę jutro rano- pocałował mnie w policzek i wyszedł. 
Szybko powróciłam do telefonu, odblokowałam go i czym prędzej odpisałam Harry'emu. 
"Nie, a co ?"  ..

><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><>

Bardzo przepraszamy że jest taka mała aktywność, ale staramy się poprawić miłego czytania ;) xx
/Hori

wtorek, 25 lutego 2014

Uncover #6

Put two and to-gether, for-ever will never change
Two and to-gether will never change

     -Nie rób tak!- Zaśmiał się Tomlinson. Harry gdy tak robi wygląda bardzo pociągająco... KURWA! Harry połknął chleb który Louis włożył mu do ust.
-Dlaczego?- Zapytał, ze zdziwioną miną.
-Po prostu...- Chłopak zarumienił się. -Nie rób.
Siedzieli tak jeszcze jakiś czas w ciszy, aż naglę młodszy poderwał się z siedzenia i poszedł w stronę przedpokoju.
-Co robisz?- Louis wstał i pobiegł za przyjacielem.
-No idę do domu, przecież nie zostanę tu wiecznie.- Chciałbym zostać. Uśmiechnął się Loczek i złapał za klamkę.
-Czekaj! Skoro już uciekasz to cię chociaż odwiozę!- Louis szybko włożył byty i z wieszaka zabrał kurtkę. Zjechali windą na parking i podeszli do czarnego, sportowego auta. Starszy otworzył wpierw drzwi Harremu i zamknął je za nim, a dopiero potem sam wsiadł. 
-Wiesz że teraz musisz mi powiedzieć gdzie mieszkasz.- Powiedział Louis cofając samochód z podjazdu by móc swobodnie wyjechać. Harry nie chciał mu mówić gdzie mieszka, bo się po prostu wstydził. Teraz wiedział że jego przyjaciel żył w luksusach i dostatku, a on był biednym, początkującym studentem z walącym się mieszkaniem. Westchnął i dokładnie opisał chłopakowi drogę do miejsca w jakim mieszkał. 
-Mieszkasz w strasznej okolicy.- Stwierdził Louis zatrzymując się pod kamienicą Harrego.
-Niestety wiem... dziękuję.- Harry spojrzał się na Tommo i automatycznie się zaczął rumienić.
-Za?- Tomlinson podniósł prawą brew do góry. 
-Za wszystko... to znaczy... za to, że mnie ugościłeś na noc, zrobiłeś śniadanie, odwiozłeś...
-Ohh Harreh!- Zagruchotał Louis i przytulił loczka na pożegnanie. Harry wyszedł z auta i poszedł w stronę klatki. Otworzył drzwi i jeszcze raz się obrócił. Pomachał Louisowi. On się uśmiechnął i powoli odjechał. Styles westchnął wchodząc po schodach. Otworzył drzwi.
-Jestem!- Krzyknął ściągając buty i odwieszając płaszcz. 
-Harry!- Blondyn wychylił się zza rogu. -Teraz mi się tłumacz.- Stanął przed nim z rękami skrzyżowanymi na piersi. 
-Więc tak...- Zaczął i głośno odetchnął. -Wróciłem z kolegą z zajęć i zaoferował mi pooglądanie... jakiegoś meczu... poszliśmy do niego i się zasiedzieliśmy. I chciałem już iść, ale on powiedział że mnie nie puści bo jest już ciemno...- Skłamał. 
-Jak miał na imię?- Niall przeszedł do salonu, a Harry powędrował za nim. 
-Emm Cris... tak Cris!- Nie zabrzmiało to wiarygodnie.
-Dobra, nie będę cię już wypytywał. Nie jestem twoim ojcem! Najważniejsze że ten Cris cię nie zgwałcił!- Zaśmiał się i poklepał przyjaciela po ramieniu. 
-Taaaa...- Westchnął. Przypomniało mu się jak Louis usiadł mu na kolanach i zaczął łaskotać. To było takie słodkie. Harry podejrzewał swoje zauroczenie w przyjacielu, ale to było dziwne przecież on niedawno rozstał się ze swoją dziewczyną!
     Resztę popołudnia Harry spędził na wpatrywaniu się w telewizor. Razem z Niallem siedzieli na kanapie i oglądali jakiś program o małych kotkach. Co chwilę było słychać wydobywające się z Nialla 'Ohhhh'. Rozwalony na kanapie Styles, nagle poczuł wibracje w kieszeni. Spojrzał na wyświetlacz i jego serce zabiło mocniej. 'Louis :)'. Jedno imię potrafiło wywołać w nim falę ciepła. Otworzył wiadomość. 
"Ej, słonko, zapomniałeś u mnie koszuli ;D Przyniosę ci ją! xx"
O boże... nazwał mnie słonkiem! Na jego policzkach pojawił się wielki uśmiech, a wraz z nim rumieńce. 
-Co się tak szczerzysz?- Zapytał Niall, spoglądając na przyjaciela.
-Emmm... nic.- Harry wstał i szybkim krokiem wszedł do swojego pokoju. Opadł na łóżko. Szybko wystukał na telefonie jedno zdanie.
"Wiedziałem, że o czymś zapomnę :) Dziękuję! xx"
Jeszcze dwa razy przeczytał wiadomość by upewnić się że wszystko dobrze napisał. W końcu wysłał wiadomość. Odłożył telefon na bok i jego myśli z małych słodkich kociaczków przeniosły się na innego słodkiego kota, a dokładniej Louisa. Harry nie myśl o nim jak o zwierzęciu! Położył się na plecy i zaczął się intensywnie wpatrywać w sufit. Uderzenia jego serca odbijały się od ścian głośnym echem i gdyby Niall trochę ściszył telewizor, też by je usłyszał. Loczek zaczął oddychać głośno. Co się ze mną dzieje? Jego rozmyśleniom przerwał huk z kuchni i krzyk Nialla.
-Znowu!?- Styles poderwał się na nogi i pobiegł do kuchni. Stanął w ramie drzwi i zaczął się śmiać.
-Nie śmiej się, tylko mi pomóż!- Niall w jednej ręce ledwo trzymał miskę pełną popcornu i paczkę chipsów, a w drugiej butelkę pepsi i szklanki. Na jego stopie leżały drzwiczki z szafki, którą Niall jak mówił, naprawił, ale nie wyglądało na to. Po opanowanym śmiechu Harry schylił się i wziął ze stopy przyjaciela drzwiczki. Postawił je obok. 
-Uh, dzięki. Zayn zaraz przyjdzie, ogarnij tutaj coś.- Powiedział Niall odkładając rzeczy na ławie. Harry uniósł jedną brew. Niall skapnął się o co mu chodzi. -Proszę?- Dodał po chwili. Loczek się szeroko uśmiechnął i zaczął wkładać naczynia do zmywarki. 

     Zayn wyciągnął z kieszeni telefon i jeszcze raz przejrzał się w jego wyświetlaczu. Odetchnął i lekko zapukał. Zza drzwi dobiegł krzyk Nialla i drzwi się przed nim otworzyły. Przywitał go ciepły uśmiech Harrego.
-Hejka.- Powiedział zielonooki.
-Cześć.- Odpowiedział Mulat. Harry otworzył szerzej drzwi wpuszczając go do środka. Zayn wszedł i odwiesił kurtkę na wieszaku. 
-Malik!- Niall skoczył do niego. -Chodź stary!- Cała trójka weszła do salonu. Czarnowłosy rozsiadł się na kanapie i wzrokiem przejrzał ławę na której leżało jedzenie, picie, ich telefony i dwa filmy. Nachylił się i wziął plastikowe pudełka do ręki. 
-''Więzienny azyl", albo "Krwisty poniedziałek"?- Przeczytał tytuły filmów i spojrzał na przyjaciół. Harry lekko się wzdrygnął.
-Obydwa to horrory?- Zapytał.
-Tak.- Niall kiwnął głową z uśmiechem. -Ale to nie wszystko.- Wstał i podszedł do lodówki, z której wyjął zgrzewkę dobrze schłodzonego piwa. Postawił je na ławie z uśmiechem. Jedną puszkę podał Zaynowi, a drugą chciał Harremu, ale ten potrząsnął głową.
-Nie chcę.- Powiedział i poprawił jednego loka który mu spadł na oczy. 
-Czemu?- Zapytał Zayn.
-Nie piję.
-Ale to tylko piwo.- Dodał Horan.
-Ale ja nie chcę.- Niall i Zayn wzruszyli ramionami i otworzyli swoje piwa. 
-To jaki film?- Zayn odłożył je z powrotem na blat stołu. Ten najmniej straszny, najmniej straszny! 
-Ten będzie hardcorowy!- Powiedział Niall i otworzył plastikowe pudełko, a płytę wsunął do DVD. Zayn pogasił światła i film się zaczął. 
     Przez cały film Harry próbował myśleć o kotkach jakie dzisiaj oglądał, by jego myśli nie spoczęły na ekranie telewizora. Akurat w scenie gdy zmutowany złodziej zbliżał się do detektywa z kamerą, z telefonu Harrego wyszedł dźwięk sms'a i na wyświetlaczu pojawił się napis 'Louis :)'.
-A co to za Louis?- Zapytał ciekawski Zayn. Harry szybko porwał telefon ze stołu, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce.
-Żaden.- Wydukał.
-Jak żaden, skoro się rumienisz?- Niall uśmiechnął się i posłał Zaynowi wzrok w stylu 'Mamy go!'.
-Zaraz wracam.- Harry wstał i poszedł do swojego pokoju. Otworzył wiadomość, jedyne co ujrzał to:
" :) "
Uśmiechnął się. Tomlinson przez ciebie oni będą myśleć, że się w Tobie zakochałem, a tak nie jest na 100%!! 
    -Myślisz, że Harry jest jednak gejem?- Zapytał Zayn.
-Nie wiem. Może.- Wzruszył ramionami blondyn. 
-A on wie że ja jestem?
-Nie.- Odpowiedział Niall i powrócił do oglądania filmu. 

<><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><>
Hejka! Mam nadzieję, że wam się podobało :)
Wiem, że jest tutaj bardzo mało LS ;c ,ale ja pisząc to czuję się świetnie i uwielbiam pisać Larry FF :)
/Mrs. Stylinson

wtorek, 18 lutego 2014

Forever Young || Kartka z pamiętnika Łucji #1

Witajcie :)
Przed wami coś w rodzaju 'dodatku' do Forever Young.
Będą to kartki z pamiętnika różnych postaci z tego opowiadania. Przedstawiać będą jeden dzień z ich przeszłości ;)
Nie wiem co ile będę je wypuszczać, ale nie za często, przepraszam... :(
Mam nadzieję że się spodoba!

04.01.2011r.
Piątek.

     Już cztery dni nowego roku... Za niedługo koniec X Factora... nie mogę uwierzyć że to tak szybko zleciało. W sumie cieszę się z tego powodu. Boję się końca... nie obchodzi mnie, czy przegramy, czy nie. I tak wygrałyśmy już dużo:) Sam wyjazd do Londynu to wygrana, a poznanie takich przyjaciół jak Niall, Harry, Zayn, Louis i Liam to coś więcej. Cieszę się z każdego wieczoru spędzanego z nimi, nie chcę by to się skończyło.
   Ale nie o takich rzeczach się pisze w pamiętniku! Łucja no! Mój dzisiejszy dzień... huh wspaniały:)

Słońce wpadło przez żaluzje w pokoju Łucji. Lekkie promienie oświetliły białe ściany pomieszczenia. Pachniało w nim kwiatami, które Łucja dostała od Liama. Tak bez okazji. Nagle po pokoju przeszedł dzwonek budzika w telefonie dziewczyny. Donośny dźwięk wystraszył Łucję tak że podskoczyła na łóżku. Która to już jest... ahhh 10:00... o 11:00 są próby... Podniosła się do pozycji siedzącej i leniwym
wzrokiem rozglądnęła się po pokoju. Położyła delikatnie stopy na miękkim, białym dywanie. Podeszła do okna i żwawym ruchem odsłoniła jasnoniebieskie zasłony. Uderzyła ją fala słońca, chociaż ulice Londynu były pokryte śniegiem. Na sam widok poubieranych ludzi w ciepłe, zimowe płaszcze przeszły ją ciarki. Obejrzała się po pokoju i na jej twarzy zagościł uśmiech. Po cichu weszła do garderoby, która łączyła jej i Alicji pokój. Szybko spojrzała na te wszystkie ubrania z Top Shopu, torebki z chanel, conversy, vansy i inne rzeczy, o których jak była w szkole mogła tylko pomarzyć. Delikatnie otworzyła drzwi z pokoju przyjaciółki. Ala jeszcze spała owinięta dokładnie kołdrą. Okno było przysłonięte żaluzjami co czyniło pokój ciemnym. To ona zawsze mi tak robiła. Podeszła do łóżka i skoczyła na przyjaciółkę z krzykiem.
-Wstawaj już leniu!!
-Zostaw mnie!- Odkrzyknęła zachrypniętym głosem Alicja i zakopała się pod poduszkami.
-Jak chcesz...- Długowłosa dziewczyna podeszła do okna i odchyliła szybko zasłony powodując nagłe uderzenie fali słońca.
-Aaaa!- Pisnęła niebieskooka skacząc na nogi. -Pogrzało cię?!- Zapytała machając rękami.
-Mnie nie, ale pana Cowell'a tak...- Westchnęła Łucja wzruszając ramionami.
-Ohh... zapomniałam.- Dodała Ala i spojrzała na swój telefon. Łucja się uśmiechnęła.
-To ja idę ubrać się i zrobię tosty na śniadanie.- Weszła z powrotem do garderoby. Wybrała wygodne dla siebie ubrania i zeszła po schodach skręcając na prawo do łazienki. Zamknęła za sobą drzwi i spojrzała w lustro z uśmiechem. Znów go zobaczę, znów uśmiechnie się do mnie i powie ciepłe słowo. Na jej twarzy pojawił się rumieniec, na samą myśl o dzisiejszym dniu. Wzięła do ręki szczotkę i porządne rozczesała włosy, upinając je w kucyka. Nawet spięte dochodziły do pasa. Przemyła twarz. Włożyła na siebie ubrania i wyszła z łazienki. Na schodach zderzyła się razem z Alicją.
-Ej, Łucja obudź się.- Zaśmiała się dziewczyna o kręconych włosach. -O czym, a raczej kim tak myślisz?
-Zgadnij.- Łucja uderzyła przyjaciółkę lekko w ramie i wyminęła ją słysząc za sobą jej śmiech. Weszła do modernistycznie wystylizowanej kuchni. Zajrzała do lodówki wyciągając z niej ser i parówki. Z górnej szafki zabrała chleb tostowy i toster. Kocham jeść tostyy. Podłączyła go do prądu i rozłożyła chleb na cztery porcje. dała ser, pokrojone w plasterki parówki i drugą warstwę sera. Wszystko włożyła do tostera zamykając go. Nagle za nią została puszczona woda. Łucja obróciła się na pięcie w stronę kranu.
-Co robisz?- Zapytała Alicji.
-No jak to co, herbatę.- Uśmiechnęła się.
-Poproszę... hmmm... cytrusową!- Zaśmiała się i wyciągnęła z tostera gotowe już kanapki. Położyła je na czarnych talerzach i usiadła przy barku. Alicja postawiła koło niej kubek z ciepłą herbatą.
-Smacznego.- Powiedziała Łucja.
     Po zjedzonym posiłku, umytych zębach i zrobienia makijażu, dziewczyny stały w przedpokoju i ubierały swoje płaszcze. Ala wyszła z mieszkania, a Łucja tuż za nią, zamykając drzwi na klucz. Przeszły korytarzem w stronę windy. Zjechały nią na parter i wyszły powoli z wieżowca. Na parkingu stał czarny sportowy samochód. Alicja naciskając przycisk na kluczykach otworzyła pojazd. Łucja zajęła miejsce pasażera i pojechały do teatru gdzie miały mieć próby przed poniedziałkowym występem w X Factor.

    Trochę bałam się dzisiejszej próby, ale jakoś mi poszło. Cudownie czuję się na scenie i Alicja chyba też. Nie chcę końca programu i to tak bardzo nie chcę. Boję się rozłąki z chłopakami... i z Liamem... to jest zbyt piękny sen, nie mam zamiaru się uszczypnąć by się z niego wydostać...

     Weszły spokojnie do Teatru i skręciły w stronę gdzie była scena. Wchodząc za kulisy doszedł ich uszu donośny śmiech. Nagle zza rogu wybiegł blondyn, a za nim zielonooki chłopak.
-Co wy robicie?- Zapytała Łucja patrząc na dwa puste kartony po soku jakie trzymali w rękach.
-Hahaha! Zayn się trochę zdziwi jak wyjdzie z łazienki i zobaczy swoje rzeczy w soku owocowym!- Oznajmił Niall na wydechu.
-Jesteście bezduszni.- Stwierdziła Alicja kręcąc głową. Łucja rozejrzała się po holu i jej oczy utknęły na garderobie.
-Zaraz przyjdę.- Powiedziała odchodząc od przyjaciół. Pchnęła drzwi garderoby i weszła do środka. Jej oczom ukazali się Louis i Liam siedzący nad laptopami. Przeszła po cichu przez pokój i odwiesiła płaszcz na wieszaku.
-Louis co ty taki spokojny?- Zapytała podchodząc do nich. Oboje podnieśli wzrok znad laptopów na dziewczynę. Na twarzy Liama pojawił się uśmiech, niczym namalowany. Louis zerwał się na nogi i entuzjastycznie zapytał.
-Gdzie jest Ala?
-Haha! Stoi w holu z Niallem i Harrym.- Łucja się uśmiechnęła. Tomlinson poklepał ją po ramieniu i wybiegł z pokoju. Wiedziałam że to zrobi. Ha!
-Hejka.- Powiedział spokojnie Liam odstawiając laptop Louisa na stół, zrobił tym samym miejsce dla dziewczyny. Długowłosa zajęła miejsce koło przyjaciela.
-Co robisz?- Spytała się patrząc w jego monitor.
-Uh nic!- Szybko zamknął karty jakie miał otwarte i odłożył laptop.
-Ukrywasz coś przede mną!- Zaśmiała się.
-Nie skąd. Haha!- Liam poprawił swoją pozycję na kanapie. -Jak myślisz wujaszek Simon dokopie nam znowu?- Zapytał spoglądając na dziewczynę.
-Hm... pewnie jak zawsze, czyli tak!- Uśmiechnęła się szeroko i spojrzała w oczy przyjacielowi. Ich wzrok się spotkał. Jego przecudne oczy... on jest przecudowny... Nagle coś ukuło ją w sercu i poczuła jak jej policzki nabierają rumieńców, a w brzuchu odbywają się gody motyli. W tym momencie drzwi z garderoby się otworzyły i wbiegł wściekły Zayn.
-Znowu!- Krzyknął. Łucja i Liam natychmiastowo się od siebie oderwali. Dzięki Zayn... UGH! Spojrzeli na Mulata zdezorientowani.
-Kto, co?- Zapytał Liam.
-Niall i Harry, moja torba plus sok owocowy!- Wyrzucił z siebie. Łucja i Liam zaczęli chichotać. -To nie jest zabawne!- Dodał wycierając swój telefon w ręcznik papierowy. Drzwi z garderoby znowu się uchyliły i w framudze pojawiła się głowa Nialla.
-Idziemy.- Powiedział. Łucja i Liam przytaknęli głową, a Zayn rzucił się w pogoń za blondynem.
-Chodź.- Dodał Liam pomagając dziewczynie podnieść się z sofy.
-Dziękuję.- Chwyciła jego rękę i razem wyszli z pomieszczenia. Przeszli przez korytarz prowadzący na scenę. Wychodząc na nią zobaczyli już znajdujących się tam przyjaciół. Louis skakał po scenie, Alicja dokładnie oglądała każdy jego ruch. Niall szarpał się z Zaynem, a Harry podśpiewywał sobie pod nosem piosenkę jaką mają dzisiaj zaśpiewać. Dołączyli do nich.
-Dobra ustawcie się!- Krzyknął Simon z trybun. Wszyscy stanęli w rządku. -Okej, najpierw zaśpiewają dziewczyny, a was się potem ogarnie.
-Spoko.- Potwierdził Louis zeskakując ze sceny. Pobiegł na trybuny i zajął miejsce. Tusz koło niego usiadł Harry, potem przybiegł Niall i Zayn, a Liam szedł powoli ze sceny uśmiechając się do Łucji by dodać jej otuchy.
     Dziewczyny stały na scenie przygotowane do śpiewania. W rękach trzymały już mikrofony. Zaczęły lecieć spokojne nuty piosenki Katy Perry. Zaczęła śpiewać Alicja, a w refrenie dołączyła się do niej Łucja. Przez cały czas brązowooka nie spuszczała wzroku z Liama, który był zafascynowany jej głosem. Kocham to uczucie gdy jestem z mikrofonem na scenie i mogę być po prostu sobą! Drugą zwrotkę przejęła Łucja. W końcówce dziewczyny zaczęły iść do przodu wyrażając gestykulacją swoje emocje. Ala przejęła wysokie dźwięki, a Łucja dokończyła refren. Gdy piosenka się skończyła Liam pierwszy podniósł się z fotela i zaczął bić brawo. Tuż za nim uczynił to Louis i reszta. Dziewczyny ukłoniły się i powróciły na swoje miejsca. Simon też wstał i klasnął dwa razy w dłonie.
-Świetnie! Nic dodać, nic ująć! Dobra teraz wy chłopcy!- Wskazał im scenę.
    Po siedmiu godzinach zmieniania się na scenie, przerw na wygłupy i jedzenia. Trochę nam czas zleciał na tych próbach, ale było warto. Uwielbiam je! Dziewczyny wychodziły właśnie z teatru, a za nimi wybiegli One Direction.
-Jestem wykończona...- Westchnęła Łucja podchodząc do auta. -Dzisiaj było cudownie!
- Wyjątkowo Simon był zachwycony naszymi występami.- Dodał Harry.
-Coś się z nim stało.- Skomentował Niall. Na dworze było już strasznie ciemno.
-Co porabiasz jutro?- Zapytał Liam Łucji.
-Oh... jutro nie wiem jeszcze, a ty przecież jedziesz do rodziców, prawda?- Powiedziała z rumieńcem.
-Tak, ale chciałem się upewnić że nie będziesz się beze mnie nudzić!- Uśmiechnął się.
-Spokojnie Liam, ja dopilnuję by nie było jej nudno.- Wtrąciła się Ala. -Wsiadaj Łucja, jestem wykończona.- Machnęła ręką i wsiadała do auta. Gdy odjeżdżały Łucja przez cały czas patrzyła się na Liama, który pomachał jej ręką na do widzenia.
     Od razu po wejściu do domu Łucja rzuciła się na sofę w salonie.
-Przynieś mi coś do picia!- Krzyknęła do Alicji, która była aktualnie w kuchni. Dziewczyna z kręconymi włosami przyniosła dwie butelki Pepsi. Taki odpoczynek akceptuję w 100%! Przyjaciółki przez cztery godziny odpoczywały i śmiały się siedząc na kanapie i oglądając jakieś komedie.
-Dobra, idę już spać.- Powiedziała Łucja wstając.
-No ja też.- Ziewnęła Alicja.
-Dobranoc!- Dziewczyny przytuliły się. Niebieskooka została jeszcze by posprzątać, a Łucja udała się do łazienki. Spięła włosy w wysokiego koka, umyła się i ubrała w piżamę. Weszła do swojego pokoju i spojrzała się na telefon który leżał koło jej łóżka. Odblokowała go patrząc że ma jedną nieodebraną wiadomość od Liama. Serce zabiło jej mocniej gdy otworzyła wiadomość."Śpij dobrze, aniołku xx Do poniedziałkuu! <3" Jakie to słodkie. Odłożyła telefon i weszła pod kołdrę wiedząc że będzie miała cudowny sen.


     Tak oto minął mi mój dzień. Zawsze się znajdzie powód by umilić sobie sen. Ten sms nigdy nie zniknie z mojej skrzynki...

     Nie zniknął, aż do teraz...

<><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><>
Jak się podobała, pierwsza, kartka z pamiętnika? :)
Chcecie więcej?
Zachęcam do komentowania! 
/Mrs. Stylinson
Szablon by S1K